– Nie doszłoby do tego, gdyby nie ja – odparła podbudowana zaufaniem, jakim darzył ją Lorenzo, lecz poczucie winy było silniejsze.

Przyciągnął ją bliżej. Oparła głowę na jego ramieniu i usiedli, czerpiąc i dając sobie nawzajem pocieszenie.

– Jesteś zła, że nazwałem cię moją narzeczoną? – spytał po chwili.

– Nie, nie jestem zła.

– Czy kochasz mnie wystarczająco, by wybaczyć mojemu bratu i wyjść za mnie?

Renato otworzył oczy i popatrzył na nich.

– Zgódź się – powiedział. – Nie odrzucaj nas.

– Nas?

– Poślubiając jednego z Martellich, wiążesz się z całą naszą bandą.

– Będę dobrym mężem – kusił Lorenzo.

– Co jeszcze chciałabyś usłyszeć? – spytał Renato.

– Już nic. – Uśmiechnęła się. – Chyba zaryzykuję.

Nagle wszystko się odmieniło. Gwałtowne wydarzenia wieczoru wzburzyły jej uczucia, toteż niesiona ich falą zgodziła się wyjść za Lorenza.

I natychmiast weszła do rodziny, bo Renato serdecznie uściskał ją zdrową ręką i powiedział:

– Od dziś będę miał siostrę.

W niespełna dwadzieścia cztery godziny miała na palcu pierścionek z dużym brylantem, a dwa dni później żegnała obu braci na lotnisku Heathrow.

Kiedy miesiąc później leciała do Palermo, wciąż nie mogła uwierzyć, że do tego doszło. Towarzyszyła jej dr Angela Wenham, czyli Angie, najbliższa przyjaciółka i współlokatorka, która korzystała z zasłużonego urlopu.

– Cieszę się, że wybrałaś mnie na druhnę – powiedziała Angie. – Poza tym to wspaniale, że spędzę kilka miłych dni.

Mądra i ciężko pracująca Angie była również śliczna i zgrabna, a także stanowiła ozdobę każdego towarzystwa, jednak ostatnia seria nocnych dyżurów w szpitalu wyłączyła ją z towarzyskiego życia. Miała więc nadzieję, że na ślubie Heather odbije to sobie z nawiązką.

– Zabawne, że straciłaś głowę – zaśmiała się Angie. – To bardziej w moim stylu.

– Owszem, to zupełnie do mnie nie podobne – przyznała Heather. – Zwłaszcza sposób, w jaki zachowałam się tamtej nocy. Zazwyczaj jestem cicha i spokojna, a wówczas klęłam i wrzeszczałam, każąc mu iść do diabła…



19 из 125