– To nie była jego wina – powiedziała pospiesznie do policjanta. – Wybiegłam wprost pod koła.

– Dobrze, panienko, porozmawiamy w szpitalu – odparł młody posterunkowy.

Lorenzo pomógł jej wsiąść do karetki i usiadł obok. Otulił Heather swoją marynarką, by przeciwdziałać skutkom szoku. Renato wyglądał upiornie, widać było, że ledwie uszedł z życiem. Gdy sanitariusz podał mu tlen, wreszcie otworzył oczy. Jego wzrok błądził od Heather do Lorenza.

Wyglądało na to, że chce im coś przekazać.

W szpitalu Renato trafił na ostry dyżur, a obrażenia Heather zostały opatrzone. Na korytarzu zastała Lorenza siedzącego obok dwóch policjantów. Powtórzyła im to, co mówiła wcześniej, usprawiedliwiając kierowcę. Wreszcie poszli sobie i mogła zostać sam na sam z Lorenzem.

Objął ją.

– Wszystko w porządku, kochanie?

– Tak, to tylko zadrapania. Co z Renatem?

– Jest tam. – Pokazał na drzwi naprzeciw. – Zatrzymali krwotok i zrobili mu transfuzję. Będzie musiał poleżeć kilka dni, ale wyzdrowieje.

Pojawił się lekarz.

– Jedno z was może wejść na chwilę.

– Jestem jego bratem – powiedział Lorenzo – a to moja narzeczona.

– Dobrze, ale zachowujcie się cicho.

Renato wyglądał mniej niepokojąco bez zakrwawionego ubrania, lecz wciąż był bardzo blady. Leżał z zamkniętymi oczyma, a o tym, że żyje, świadczyły jedynie rytmiczne ruchy klatki piersiowej.

– Nigdy nie widziałem go w bezruchu – rzekł Lorenzo. -Zawsze gdzieś pędzi, w przelocie wydając polecenia. Czym cię tak zdenerwował?

– Nieważne. Cokolwiek by to było, nie powinnam narażać jego życia.

– Wiem tylko, że bez ciebie wykrwawiłby się na śmierć. Uratowałaś go. Dziękuję, amor mia. Wiem, że jest trudny, ale ma dobre serce. Bogu dzięki, że przy nim byłaś.



18 из 125