
– Nie znałam waszych gustów, więc kazałam podać te rozmaitości – mruknęła Baptista.
Jedzenie i wino smakowały doskonale. Przed palącym słońcem chronił zarośnięty daszek, orzeźwiał lekki wiaterek. Hea-ther zastanawiała się, jak mogła żyć przed przybyciem w to cudowne miejsce. Lorenzo podchwycił jej spojrzenie i uśmiechnął się tak, że nie mogła tego nie odwzajemnić.
– Wystarczy – oświadczyła władczo Baptista i skarciła go klepnięciem w rękę. – Będziesz miał dość czasu na strojenie głupich min, synu. A teraz odejdź, chcę porozmawiać z twoją oblubienicą.
ROZDZIAŁ TRZECI
Kiedy Lorenzo oddalił się, a Bernardo zajął się oprowadzaniem Angie po ogrodzie, Baptista napełniła kieliszek Heather.
– Wiem od Renata, że twoje zdecydowane działanie ocaliło mu życie – powiedziała. – Od tej chwili zostałyśmy przyjaciółkami.
– Jest pani bardzo uprzejma – odparła Heather – ale czy nie wspomniał, że to ja naraziłam go na niebezpieczeństwo?
– Myślę, że to jego wina. Zdenerwował cię tym zadzieraniem nosa. Skarciłam go za to surowo.
Heather nie mogła sobie tego w żaden sposób wyobrazić, lecz udało się jej nie uśmiechnąć.
– Będziesz kimś ważnym w naszej rodzinie – ciągnęła Baptista. – Bardziej, niż przypuszczasz. Lorenzo wspominał, że twoi rodzice niestety już nie żyją.
– Matka zmarła, gdy miałam sześć lat, a ojciec nie potrafił sobie bez niej dać rady. – Heather urwała. Rzadko opowiadała o tym, bo nie chciała okazać się nielojalną wobec tego dobrego człowieka, który pragnął jak najprędzej dołączyć do żony. Nagle jednak poczuła chęć zwierzenia się przed Baptistą. – Pił za dużo i w końcu stracił pracę.
– A ty się nim opiekowałaś – szepnęła Baptista.
– Opiekowaliśmy się sobą nawzajem. Był bardzo miły i kochałam go. Kiedy miałam szesnaście lat, dostał zapalenia płuc i po prostu zgasł. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Wybacz, kochanie".
