– To moja matka – powiedział Lorenzo i biorąc Heather za rękę, poprowadził ją w stronę schodów.

Baptista wyglądała władczo, mimo iż sięgała synowi zaledwie do ramienia. Była dopiero po sześćdziesiątce, lecz postarzała ją choroba. Siwe włosy okalały twarz o ostrych rysach, a żywe, niebieskie oczy potrafiły wypatrzyć wszystko.

Jednak Heather dostrzegła ciepło w jej spojrzeniu, a gdy objęły ją chude ramiona, była zaskoczona siłą, z jaką uścisnęła ją starsza pani.

– Witaj, kochanie – powiedziała radośnie Baptista. – Witaj w rodzinie.

Równie ciepło przywitała Angie.

– Kiedy już obejrzycie swój pokój i rozpakujecie bagaże, odpoczniemy sobie razem.

Dom nazwany skromnie Residenza, mógł śmiało uchodzić za pałac. Wzniesiony w stylu średniowiecznym z pięknego żółtego kamienia, miał długie dachówki i zdobione mozaiką korytarze. Pokoje były wykończone marmurem, czasami gobelinami. Wszędzie Heather widziała bogactwo, piękno, elegancję i oznakę władzy.

Wraz z Angie dzieliły wielki pokój. Stały tam dwa olbrzymie łoża z baldachimem, a białe siatkowe zasłony współgrały ze zwieszającymi się z wysokich okien firanami. Za oknami widać było wielki ogród, a dalej ziemię ciągnącą się aż po zwieńczony zamglonymi górami horyzont. Wszystkie barwy odznaczały się nieznaną przedtem Heather intensywnością.

W porównaniu z pastelowymi odcieniami Anglii, ich jaskrawość i nasycenie przyprawiały o zawrót głowy.

Pokojówka pomogła się im rozpakować, potem zaprowadziła na otaczający dom taras, gdzie przy małym prostym stoliku siedziała Baptista i spoglądała w stronę zatoki. Towarzyszyli jej Bernardo i Lorenzo. Natychmiast przynieśli krzesła i po chwili wszyscy już zasiedli, a w kieliszkach królowała marsala. Na większym, stojącym obok stole przygotowano sycylijski sernik, kawowe lody z bitą śmietaną, kandyzowane owoce i mnóstwo innych smakołyków.



22 из 125