
– A jak będzie: mój brat?
– Miufrati. Obiecaj swojemu bratu. Daj słowo. Zdumiała ją taka natarczywość, ale nie chciała się kłócić.
– Dobrze, obiecuję, miufrati.
– Piątka?
– Piątka. – Mała dłoń znikła w jego wielkiej ręce. Przez chwilę czuła drzemiącą w niej siłę.
– Na dowód, że jestem twoim bratem – dodał – poprowadzę cię przed ołtarz.
– Dzięki – odparła – to bardzo uprzejmie z twojej strony.
– Dla mojej siostry wszystko, co najlepsze. – Podniósł jej rękę i musnął wargami. Oboje nagle zamarli. Heather usłyszała, jak dudni jej serce. Cały ś w i a t zdawał się pulsować w przyspieszonym rytmie.
Wyrwawszy gwałtownie rękę, przypatrywała się jej ze zdumieniem. Skąd to dziwne wrażenie, że świat się zmienił, słońce pociemniało, a upał stał się dokuczliwy?
– Powinniśmy wracać – rzekł zmienionym głosem Renato.
– Tak – odparła bezwiednie.
Zanim spakowali i zanieśli rzeczy do pontonu, wszystko minęło i Heather gotowa była przypisać to wybujałej fantazji. Rodzina Martellich przyjęła ją z otwartymi ramionami, co było dla niej nowym, nieznanym doświadczeniem. Gdy wracali na jacht, wiatr wywiał jej z głowy głupie myśli.
ROZDZIAŁ CZWARTY
W drodze do domu Heather spoglądała ciekawie w stronę rufy, gdzie znajdował się dwuosobowy skuter wodny.
– Chciałabyś spróbować? – domyślił się Renato.
– Z rozkoszą. Powoli opuszczono skuter na wodę. Renato wskoczył na przednie siedzenie, Heather usiadła za nim. Ledwo zdążyła objąć go w pasie, a już pędzili z rykiem przez zatokę. Szybkość, hałas i drgania tak ją oszołomiły, że uchwyciła się mocniej, opierając głowę na jego barku.
– W porządku?! – zawołał, odwracając się Renato.
– Super! – odkrzyknęła.
To była prawda. Wibracje przeniknęły ją na wskroś, wprawiając w drżenie całe ciało, biodra, brzuch i przyciśnięte do pleców Renata piersi. Zalewający ich obłok piany wodnej wywoływał nieznane dotąd uczucia.
