
Wreszcie skuter zaczął zwalniać, aż zatrzymał się.
– Juhu! – krzyknęła.
– Widzę, że naprawdę ci się podobało. – Odwrócił się do niej z roześmianą twarzą.
– Tak! – odparła uszczęśliwiona. – Jeszcze jak! Gdzie jesteśmy? – Z tej odległości jacht wydawał się maleńki. – Tak daleko?
– To są szybkie zabawki.
– No, to jazda! – krzyknęła.
– Chcesz płynąć dalej?
– Coraz dalej i dalej!
– Heather, co się z tobą dzieje? – roześmiał się, lekko zaniepokojony tym nagłym przypływem szaleństwa.
– Nic. Wszystko. Cały świat!
– Chyba powinniśmy wracać.
– Nigdy, chcę płynąć przed siebie. Jazda!
– No, to dawaj! – krzyknął Renato, nagle porwany jej entuzjazmem.
Pomknęli ku linii horyzontu. Wkrótce „Santa Maria" znikła im z oczu, co Heather, zamiast odczuć niepokój, uznała za podniecające doświadczenie. Zachłysnęła się poczuciem wolności. Puściła Renata w pasie i teraz trzymała go delikatnie za ramiona. Czuła się bezpieczna, niepokonana.
Nic złego nie mogło się jej przydarzyć.
W chwilę potem ostro skręcili. Usiłowała schwycić się mocniej, ale było za późno. Wyleciała z siodełka i z trzaskiem uderzyła o taflę wody.
Przy tej prędkości było to jak zderzenie z murem.
Przez krótką, straszną chwilę pociemniało jej w oczach. Na wpół przytomna, uświadomiła sobie z przerażeniem, że tonie, opadając coraz głębiej. Wreszcie udało się jej wydostać na powierzchnię, lecz wciąż kręciło się jej w głowie. Zauważyła, że Renato oddala się od niej, nieświadomy, że spadła. Krzyknęła, choć nie miała nadziei, by ją usłyszał, i znów poszła pod wodę.
Rozpaczliwie to wynurzała się, to zapadała w głębinę. Była pewna, że utonie, nim Renato zauważy jej zniknięcie. Zaczęła tracić świadomość, wszystko wokół pociemniało…
Ręce, które ją pochwyciły, pojawiły się znikąd. Nagle znów zrobiło się jasno, mogła oddychać. Żyła. Mocno objęła Renata.
