
– Ubiera się pani inaczej niż koleżanki – zauważył. – Dlaczego?
Tak właśnie było. W przeciwieństwie do innych ekspedientek, które zgodnie z zachętą właściciela firmy nosiły nieco śmielsze stroje, Heather uparcie trwała przy konwencji klasycznej. Najczęściej przychodziła do pracy w czarnej spódnicy i białej bluzce. Szef namawiał ją, by „odsłoniła nieco więcej", lecz wreszcie dał spokój, widząc, że dziewczyna i tak ma znakomite obroty.
– Sądzę – ciągnął nieznajomy – że jest pani dumną i subtelną kobietą. Zbyt wyniosłą, by wystawiać za wiele na widok publiczny, i na tyle inteligentną, by wiedzieć, że to, co kobieta ukrywa, jest najbardziej pociągające. Zmusza pani mężczyzn, by zastanawiali się, jak wygląda pani bez ubrania.
Atak był bezpośredni i wyjątkowo bezczelny, lecz Heather, choć wiedziała, że musi twardo obstawać przy swoim, doceniła spostrzegawczość dziwnego klienta.
– Czym mogę jeszcze panu służyć, sir? – spytała uprzejmie.
– Proponuję dobry wspólny interes – odparł bez wahania. – Jeśli pójdzie pani ze mną na kolację, omówimy szczegóły.
– Nie ma o tym mowy, zwłaszcza że z pewnością zasypałby mnie pan kolejnymi podchwytliwymi pytaniami.
– Doskonale to pani wyraziła. Powiem wprost, jestem bardzo hojnym człowiekiem. Wątpię, czy pani przyjaciel naprawdę planuje małżeństwo. Zniknie, zostawiając panią ze złamanym sercem.
– A pan zostawi mnie tańczącą z radości?
– To zależy, co pani sprawia radość. Na początek porozmawiajmy o dziesięciu tysiącach funtów. Jeśli zagra pani w otwarte karty, nie sprawię pani zawodu.
– Myślę, że najlepiej będzie, jak pan stąd natychmiast wyjdzie. Nie interesuje mnie pan ani pańskie pieniądze. Jeszcze słowo i wzywam ochronę.
– Dwadzieścia tysięcy.
– Czy mam zapakować to, co pan wybrał, czy też zmienił pan zdanie, widząc, że nic ze mną nie wskóra?
– A jak pani sądzi?
– Myślę, że powinien pan poszukać kobiety, która traktuje siebie jak towar na sprzedaż, bo ja handluję tylko perfumami. Odstawię je, jeśli pan rezygnuje.
