
– Upraszcza?
– Mężczyzna o trzech nastrojach.
Zdumiała się własną odwagą. Do zadań ekspedientki należało obsługiwanie klientów, a nie obrażanie ich. On jednak wcale nie wydawał się urażony, tylko raczej rozbawiony dowcipną ripostą.
– Ma pani rację, trzy to za mało. Jest wolne miejsce dla damy z poczuciem humoru i pani mogłaby je zająć.
– Na pewno bym tam nie pasowała – odparła.
– Nie jestem tego taki pewien.
– A ja wręcz przeciwnie.
– Ciekawe, dlaczego? – roześmiał się.
Heather też się uśmiechnęła. Podjęła jego grę.
– Zacznijmy od tego, że z natury jestem solistką i bardzo nie lubię śpiewać w chórku. Musiałby się pan pozbyć pozostałych pań.
– Pewnie jest pani tego warta.
– Ale nie wiem, czy pan jest tego wart – droczyła się. – Zresztą nie jestem towarem na sprzedaż.
– A, słusznie, przecież już ma pani kochanka.
Znów to słowo. Dlaczego wszyscy wciąż przypisują jej kochanka?
– Powiedzmy raczej, że młodego człowieka, który mi odpowiada.
– Pochodzi z Sycylii, a pani uczy się jego języka. Pewnie spodziewa się pani wyjść za niego za mąż.
Heather z przerażeniem poczuła, że się rumieni, więc by to zatuszować, odezwała się nieco ostrzejszym tonem.
– Jeśli sądzi pan, że zamierzam usidlić mojego przyjaciela, to jest pan w błędzie. Na tym kończymy rozmowę.
– Przepraszam, to nie moja sprawa.
– W istocie.
– Mam nadzieję, że on nie uwodzi pani obietnicą małżeństwa, by potem zniknąć w swoim kraju.
– Mnie niełatwo uwieść. Nikomu – odparła pospiesznie, zastanawiając się, po co dodała to ostatnie słowo.
– Zatem nie wpuściła go pani do łóżka. Albo on jest głupi, albo pani bardzo sprytna.
Zmierzyła się z nim wzrokiem i to, co zobaczyła, wstrząsnęło nią. Pomimo zmysłowo brzmiących słów, w oczach miał ten sam chłodny, wyrachowany wyraz, jakby w istocie chodziło o transakcję handlową.
