– Kto jest twoim prawnikiem? – zapytałam.

Przytrzymał otwarte drzwi po stronie pasażera, zniżył głowę, by mnie lepiej widzieć.

– Varden Talbot z Talbot and Smith. A co? Chcesz z nim porozmawiać?

– Zapytać go, czy może mi przesłać kopie raportów policyjnych. To by oszczędziło mnóstwo czasu.

– Okay. Zajmę się tym.

– Och, i prawdopodobnie zacznę od twojej najbliższej rodziny. Mogą mieć jakąś teorię na interesujący nas temat. Może zadzwonię do ciebie później i dowiem się, kiedy wszyscy mają wolną chwilę?

Bobby wyraźnie się skrzywił. W drodze do mojego biura opowiadał mi, że jego kalectwo zmusiło go do tymczasowego powrotu do rodzinnego domu, co nie za bardzo jest mu na rękę. Rodzice rozeszli się kilka lat temu i matka wyszła ponownie za mąż; tak naprawdę, był to jej ślub numer trzy. Wyglądało na to, że Bobby nie dogaduje się najlepiej z obecnym ojczymem, lecz ma siedemnastoletnią siostrę przyrodnią o imieniu Kitty, którą chyba lubi. Chciałam porozmawiać z całą trójką. Większość spraw zaczynałam od papierkowej roboty, lecz ta od początku była jakaś inna.

– Mam lepszy pomysł – zaproponował Bobby. – Wpadnij do mnie po południu. Około piątej mamuśka zaprasza kilka osób na drinka. Dziś są urodziny ojczyma. Będziesz miała sposobność spotkać się ze wszystkimi.

Zawahałam się.

– Jesteś pewny, że tak będzie w porządku? Czy spodoba się jej, że wpycham się przy tak szczególnej okazji?

– Nic się nie bój. Powiem jej, że przychodzisz. Dla niej to bez różnicy. Masz ołówek? Naszkicuję ci, jak dojechać.

Wygrzebałam z torebki pióro i notes, w którym zapisałam szczegóły.

– Zjawię się koło szóstej – powiedziałam.

– Wspaniale. – Trzasnął drzwiami i oddalił się.

Obserwowałam, jak kuśtyka do samochodu, potem odjechałam.

Mieszkam w czymś, co kiedyś było garażem na jedno auto, a teraz zostało przerobione na jednopokojowe mieszkanie za dwieście dolarów miesięcznie, o powierzchni jakichś piętnastu stóp kwadratowych.



11 из 222