
– Skąd to przypuszczenie?
– Intuicja.
– Odłóżmy na bok intuicję – zaproponowałam.
– Kurczę, nikomu nie wierzysz – powiedziała. Odwróciła się na bok i ułożyła na poduszkach, wkładając rękę pod głowę.
– Czy i ciebie ktoś ściga?
– Nie. Nie sądzę. Tylko jego.
– Ale dlaczego ktoś miałby to robić? Nie twierdzę, że ci nie wierzę. Szukam punktu zaczepienia i pragnę usłyszeć, co masz do powiedzenia.
– Muszę jeszcze to przemyśleć – rzekła i umilkła.
Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że odleciała. Jezu, co ona bierze?
ROZDZIAŁ 4
Czekałam w korytarzu, z butami w ręku, gdy tymczasem Bobby nakrył ją kocem i na palcach wyszedł z pokoju, delikatnie zamykając drzwi.
– Co jest grane? – spytałam.
– Nic jej nie będzie. Po prostu poszła późno spać zeszłej nocy.
– Co ty wygadujesz? Ona ledwo żyje!
Wzdrygnął się.
– Naprawdę tak uważasz?
– Bobby, tylko na nią popatrz! To chodzący szkielet. Za dużo tabletek, alkoholu, papierosów. A sam wiesz, że przede wszystkim pali trawę. Jak może przeżyć w takich warunkach?
– Nie wiem. Chyba nigdy nie myślałem, że z nią aż tak niedobrze.
Nie tylko był młody, ale i naiwny, a może jej stan pogarszał się tak wolno, że nie zauważył, jak zmienił się jej wygląd.
– Od kiedy cierpi na anoreksję?
– Chyba od śmierci Ricka. A może to zaczęło się wcześniej? Był jej chłopakiem i nie może się z tym pogodzić.
– Czy właśnie dlatego widuje się z Kleinertem? Z powodu anoreksji?
– Możliwe. Nigdy nie pytałem. Była jego pacjentką, zanim ja zacząłem się z nim spotykać.
Jakiś głos nam przerwał.
– Czy coś nie tak?
Od galerii zbliżał się Derek Wenner z drinkiem w ręku. Ten mężczyzna był niegdyś przystojny. Średni wzrost, jasne włosy, szare oczy, powiększone dzięki okularom w metalicznie niebieskich oprawkach.
