
W jego oczach nagle pojawiły się łzy i przerwał, próbując się opanować. Wziął głęboki oddech i potrząsnął gwałtownie głową. Kiedy znów przemówił, jego głos przepełniony był wstrętem do samego siebie.
– No i tak spędzam letnie wakacje. A co z tobą?
– Jesteś pewny, że to była próba zabójstwa, a nie sprawka jakiegoś dowcipnisia lub pijaka?
Namyślał się przez chwilę.
– Poznałem ten samochód. Tak mi się przynajmniej wydaje. Właściwie już nie, lecz wygląda, że… wówczas poznałem ten pojazd.
– Ale nie kierowcę?
Potrząsnął przecząco głową.
– Nie mogę ci teraz powiedzieć. Może go wtedy poznałem, a może nie.
– Mężczyzna? Kobieta? – zapytałam.
– Nie, i to uleciało.
– Skąd wiesz, że to nie Ricka chciano zabić, tylko ciebie?
Odsunął talerz i dał znak, że ma ochotę na kawę. Walczył z sobą.
– Coś się stało i ja to wiedziałem. Tyle pamiętam. Pamiętam nawet, że miałem kłopoty. Bałem się. Ale dlaczego?
– A co z Rickiem? Też był wmieszany?
– Nie sądzę, żeby miał z tym coś wspólnego. Przysiąc nie przysięgnę, lecz jestem niemal pewny.
– A gdzie wtedy jechałeś? Może to stanowi klucz do zagadki?
Bobby zerknął do góry. Przy jego ramieniu stała kelnerka z dzbankiem. Poczekał, aż naleje nam kawy. Odeszła, a on uśmiechnął się nieszczerze.
