
Nie zrozumieli wiele z rozmowy, którą Reckless, ze swej strony, prowadził półgłosem, mrucząc w mikrofon krótkie monosylaby. Zdawało im się, że rozmawia z posterunkiem, ale przez większość czasu milczał, by wreszcie zakończyć słowami:
– Rozumiem. Dziękuję. Spotkam się z nim w Seton House jutro rano.
Odłożył słuchawkę i odwrócił się twarzą do zebranych, którzy nawet nie usiłowali ukryć niepokoju. Dalgliesh na poły spodziewał się, że ich rozczaruje, inspektor powiedział jednak:
– Odnalazł się pan Digby Seton. Zadzwonił na posterunek w Lowestoft i powiedział, że wczoraj wieczorem został przyjęty do szpitala po tym, jak wjechał do rowu przy drodze do Lowestoft. Wypisują go jutro rano.
Usta panny Calthrop otworzyły się, by zadać nieuchronne pytanie, gdy Reckless dodał jeszcze:
– Mówi, że ktoś zadzwonił do niego wczoraj tuż po dziewiątej wieczorem, aby przyjechał na posterunek w Lowestoft i zidentyfikował ciało brata. Dzwoniący powiedział mu, że ciało Maurice’a Setona znaleziono w wyrzuconej na brzeg łódce i że obie ręce miał obcięte w nadgarstkach.
– Ależ to niemożliwe! – zawołał Latham z niedowierzaniem. – Wydawało mi się, że pan mówił, że ciało znaleziono dopiero dzisiaj wieczorem?
– Bo tak było, sir. Wczoraj nikt nie dzwonił z posterunku w Lowestoft. Aż do dzisiaj nikt nie wiedział, co się stało z panem Mauricem Setonem. Oczywiście, oprócz mordercy.
Popatrzył na nich, przenosząc zamyślony wzrok z jednego na drugie. Milczeli; nikt się nie poruszył, zupełnie jakby zastygli w czasie, czekając bezradnie na nieunikniony kataklizm. W owej chwili słowa wydały się bezużyteczne, sytuacja wołała o działanie, o dramatyczne zdarzenia. I rzeczywiście: Sylvia Kedge, usłużnie spełniając swoją rolę, wysunęła się z jękiem z ramion Elizabeth i upadła skulona na podłogę.
