Sytuacja w Yardzie też nie sprzyjała rozwiązywaniu spraw osobistych. Ostatnio podjęto znaczącą reorganizację, która, jak zwykle w takich razach, wywróciła na nice wszelkie ustalone zwyczaje -jak również lojalności – od pracy natomiast nie było chwili wytchnienia. Większość starszych stopniem oficerów już i tak pracowała po czternaście godzin. Jego ostatnia sprawa, choć zakończona pomyślnie, okazała się szczególnie uciążliwa. Zamordowano dziecko i śledztwo natychmiast zamieniło się w polowanie na człowieka; polowanie z rodzaju tych, których najbardziej nie lubił i które jego temperament najtrudniej znosił: w uparte, zawzięte sprawdzanie wszystkich faktów pod nieustającym ogniem mediów, przebiegające w atmosferze lęku i histerii otoczenia. Rodzice zmarłego dziecka przyssali się doń jak tonący, domagając się wsparcia i nadziei; nadal odczuwał wręcz fizyczne brzemię ich rozpaczy i poczucia winy. Musiał być zarazem pocieszycielem i spowiednikiem, mścicielem i sędzią. Nie było w tym nic nowego, ich rozpacz nie dotykała go osobiście i ten dystans był jego siłą, tak jak siłą niektórych kolegów stawał się ich gniew oraz olbrzymie, intensywne zaangażowanie. Ale nadal odczuwał napięcie tamtej sprawy i trzeba było czegoś więcej niż jesienne wiatry Suffolk, by oczyścić jego umysł z pewnych obrazów. Rozumna kobieta nie oczekiwałaby, że oświadczy się jej w takiej chwili i Deborah nie stanowiła tu wyjątku. Żadne z nich nie wspomniało o tym, że na kilka dni przed końcem śledztwa znalazł siłę, by skończyć drugi tomik swoich wierszy; ze zgorszeniem ujrzał wówczas, że nawet pomniejszy talent może stanowić usprawiedliwienie dla sobkostwa oraz inercji. Toteż ostatnio nie za bardzo siebie lubił i być może zbytnim optymizmem było sądzić, że wakacje zmienią ten stan rzeczy.

Pół godziny później cicho zamknął drzwi kościoła i wyruszył w ostatni etap drogi do Monksmere.



4 из 210