Napisał do ciotki, że zapewne przyjedzie około wpół do trzeciej i miał nadzieję dotrzymać obietnicy. Jeśli, jak miała to w zwyczaju, ciotka wyjdzie z domku na jego spotkanie, ujrzy coopera wspinającego się na grzbiet cypla. Ciepło pomyślał o jej wysokiej, kanciastej sylwetce. Jej życie nie obfitowało w niezwykłe zdarzenia; większości domyślił się z urywków nieostrożnych rozmów matki albo też poznał je jeszcze w dzieciństwie. Jej narzeczony został zabity pół roku przed kapitulacją w 1918, gdy ona sama była jeszcze młodą dziewczyną. Jej matka, delikatna, rozkapryszona piękność, stanowiła najgorszą z możliwych żonę dla uczonego wiejskiego duchownego, co zresztą sama wielokrotnie przyznawała, sądząc najwyraźniej, że szczerość rozgrzeszy kolejny egoistyczny, ekstrawagancki wybryk. Nie lubiła patrzeć na smutek innych, gdyż przez to jej osoba stawała się chwilowo mniej zajmująca, postanowiła zatem głęboko przeżyć śmierć narzeczonego córki, młodego kapitana Maskella. Bez względu na to, jak cierpiała wrażliwa, zamknięta w sobie i dość trudna Jane, musiało być jasne, że jej matka cierpi bardziej; do tego stopnia, że trzy tygodnie po fatalnym telegramie zmarła na hiszpankę. Należy wątpić, czy zamierzała, posunąć się aż tak daleko, ale zapewne skutek by ją zadowolił. Jej zrozpaczony mąż w jedną noc zapomniał o wszystkich kłopotach i zmartwieniach swego małżeństwa, pamiętając jedynie urodę i wesołość żony. Oczywiście, było nie do pomyślenia, aby miał się ponownie ożenić – i, oczywiście, nigdy tego nie uczynił. Jane Dalgliesh, której własnej żałoby nikt już prawie nie pamiętał, zajęła na plebanii miejsce zmarłej matki, pozostając z ojcem do jego śmierci w 1955 roku. Jeśli nawet, jako niezwykle inteligentna kobieta, nie znajdowała zadowolenia w monotonii prac domowych i parafialnych zajęć, tak przewidywalnych jak rok liturgiczny, nigdy nie dała po sobie niczego poznać. Jej ojcu, niewzruszenie przekonanemu o niezwykłej wadze swego powołania, nie przyszło nawet do głowy, że czyjeś zdolności mogą się marnować w jego służbie, Jane Dalgliesh zaś, szanowana, lecz nie kochana przez parafian, robiła co należało, znajdując pociechę w obserwacji ptaków.


5 из 210