– George jest u siebie z drużbami. Dokazują tam co niemiara, ale mam nadzieję, że nie przeszkodzi mu to stanąć przed ołtarzem. A ojciec pojechał na farmę Apple Tree.

Anne uśmiechnęła się.

– Sprawdzę na górze, czy mój braciszek.i jego kompani są jeszcze trzeźwi i mogą wziąć udział w ceremonii. – Odwróciła się i wbiegła na schody, a matka patrzyła za nią zamyślona, choć właściwie powinna niezwłocznie udać się do kuchni, by rozstrzygnąć kulinarne dylematy kucharek i podkuchennych.

Zapowiedź ślubu George'a Latimara wywołała duże poruszenie w sąsiedztwie nie tylko ze względu na wybór oblubienicy. Naturalnie był on trudny do przyjęcia dla zamkniętej społeczności właścicieli ziemskich, ale wiele okolicznych pań domów nie mogło również powstrzymać się od kwaśnych uwag na temat drugiego z rodzeństwa, bo choć brat bliźniak w końcu zdecydował się ustatkować, to siostra, będąca panną już nie pierwszej młodości, nadal nie miała nawet narzeczonego.

Mężczyźni winili za ten stan rzeczy Harry'ego i Bess, bo przecież taka godna rodzina, mająca związki z królewskim dworem, powinna była już dawno zatroszczyć się o młode pokolenie i znaleźć panience narzeczonego, gdy ta jeszcze leżała w kołysce. Tak uważali dżentelmeni. Natomiast matrony winiły samą Annę, o wiele piękniejszą i bardziej energiczną od ich córek, lecz zarazem dziwnie wybredną, gdy w grę wchodzili bracia tychże córek, ich przyjaciele i w ogóle kawalerowie. Bóg świadkiem, że zalotników Annie nie brakowało.

Bess bardzo polubiła kilku adoratorów swej czarującej córki, lecz nie wywierała na nią nacisku, by przyjęła któregokolwiek z nich. Dobrze wiedziała, że Anny nie można do niczego zmusić, niezależność miała we krwi, nieodrodne dziecko Harry'ego.



4 из 233