— Hmmm…

Maurycy nienawidził tego dźwięku. Jeśli istniał jakiś gorszy dźwięk od tego, który zwiastował, że Groszek zada jedno ze swoich dziwnych pytań, to tylko chrząknięcie Ślicznej. Zawsze oznaczało, że szczurzyca ma zamiar powiedzieć — bardzo cichutko — coś, co mu zepsuje humor.

— Tak? — zapytał nerwowo.

— Czy naprawdę musimy ciągle to robić? — zapytała.

— No cóż, oczywiście, że nie — odparł Maurycy. — Ja w ogóle nie muszę tutaj być. Przecież jestem kotem. Kotem o wielu zdolnościach, prawda? Mógłbym mieć całkiem spokojną pracę u jakiegoś magika. Albo na przykład u brzuchomówcy. Jest nieskończenie wiele rzeczy, które mógłbym robić, ponieważ ludzie lubią koty. Ale tylko dlatego, że jestem niesamowicie głupi i dobry, postanowiłem dopomóc bandzie szczurów, które… powiedzmy to sobie szczerze, nie stoją na pierwszym miejscu wśród ulubieńców ludzi. Teraz przypomnę ci, że niektórzy z was — tu łypnął żółtym okiem na Groszka — mieli pomysł, by wybrać się na jakąś wyspę i rozpocząć budowę czegoś w rodzaju szczurzej cywilizacji. Pomysł uważam za bardzo, bardzo… podziwu godny, ale potrzebujecie… przecież już to wam mówiłem.

— Potrzebujemy pieniędzy, Maurycy — odparł Groszek — tylko że…

— Pieniądze. Zgadza się, bo co możecie mieć za pieniądze? — rozejrzał się po szczurach. — Zaczyna się na Ł — podpowiedział.

— Łodzie, Maurycy, ale…

— No a ponadto potrzebujecie narzędzi, jedzenia i oczywiście…

— Orzechy kokosowe — odezwał się nagle wyglądający na głupka chłopiec, który siedział obok i czyścił flet.

— O, czyżby ktoś coś powiedział? — zdziwił się Maurycy. — Co wiesz na ten temat, chłopcze?

— Orzechy kokosowe bierze się z bezludnych wysp — odparł chłopiec. — Mówił mi człowiek, który je sprzedawał.

— Jak się je bierze? — zapytał Maurycy. Na gruncie orzechów kokosowych nie czuł się zbyt mocno.



10 из 197