
— Hmmm — zaczęła szczurzyca znowu — my uważamy, że to powinien być ostatni raz.
Maurycy spojrzał na nią bez słowa. Pozostałe szczury cofnęły się odrobinę, ale ona zachowała spokój.
— Ostatni raz godzimy się odegrać tę głupią sztuczkę z plagą szczurów — powiedziała. — Ten jeden raz i koniec.
— Czy Szynkawieprz się z tym zgadza? — zapytał Maurycy. Kiedy Śliczna zaczynała stwarzać problemy, dobrze było odwołać się do przywódcy, ponieważ nie darzył jej zbytnią sympatią.
— Co masz na myśli? — zapytał Szynkawieprz Śliczną.
— Ja… sir, ja myślę, że powinniśmy zrezygnować z tej sztuczki. — Potrząsnęła nerwowo głową.
— Och, myślisz, naprawdę? — odparł Szynkawieprz. — Dzisiaj wszyscy myślą. Ja myślę, że my zbyt wiele myślimy, tak ja myślę. Kiedy byłem młody, nigdy nie myśleliśmy o myśleniu. Gdybyśmy myśleli, nigdy byśmy niczego nie zrobili.
Szynkawieprz nie lubił Maurycego. Nie lubił zresztą większości tego, co się zdarzyło po Przemianie. Prawdę mówiąc, Maurycy zastanawiał się, jak długo Szynkawieprz utrzyma się jako przywódca. Ten szczur nie lubił myśleć. Tęsknił do starych czasów, kiedy wódz szczurów musiał być duży i bitny. Teraz świat zdecydowanie przyspieszył, co wprawiało go w złość.
Nie tyle on przewodził szczurom, ile sam był popychany.
— Ja… Niebezpieczny Groszek uważa, sir, że powinniśmy gdzieś osiąść na stałe.
Maurycy spochmurniał. Szynkawieprz nie posłuchałby Ślicznej i ona dobrze o tym wiedziała, ale Niebezpieczny Groszek był w stadzie czymś w rodzaju szamana i miał posłuch nawet u największych szczurów.
