— Istnieje coś takiego jak przesadna wymowa, chłopcze — odezwał się inny, nieco senny głos. — Ale wiesz, co jest najlepszego w Überwaldzie? Że znajduje się bardzo, bardzo daleko od Sto Lat. I równie daleko od Pseudopolis. Jest daleko od każdego miejsca, w którym komendant straży obiecał nas ugotować żywcem, gdybyśmy się tylko znowu pojawili. I nie jest za bardzo nowoczesny. Prowadzą do niego kiepskie drogi. I żeby tam się znaleźć, trzeba pokonać góry. Ludzie niechętnie tam podróżują. Więc i wieści nie rozchodzą się zbyt szybko, rozumiesz? I najprawdopodobniej nie mają policji. Chłopcze, możemy tam zbić fortunę.

— Maurycy… — w głosie chłopca brzmiało wahanie.

— Tak, chłopcze?

— Nie myślisz, że to, co robimy, jest… no wiesz… nieuczciwe?

Przez chwilę panowała cisza.

— Jak rozumiesz słowo „nieuczciwe”?

— No, zabraliśmy ich pieniądze.

Dyliżans zachybotał się na wystającym korzeniu.

— To prawda — odparł niewidoczny Maurycy — ale pytanie, które powinieneś sobie zadać, brzmi: Komu tak naprawdę zabraliśmy pieniądze?

— No cóż… burmistrzowi czy przedstawicielowi rady, komuś w tym rodzaju.

— Właśnie! A to oznacza… no, co? Mówiłem ci to jakiś czas temu.

— Eee…

— To są rządowe pieniądze — powiedział cierpliwie Maurycy. — Powtórz: rządowe pieniądze.

— Rządowe pieniądze — powtórzył chłopiec posłusznie.

— No! A co rząd robi z pieniędzmi?

— Eee… oni…

— Płacą żołd żołnierzom — mówił dalej Maurycy. — Prowadzą wojny. Zabierając te pieniądze i chowając je tam, gdzie nikomu nie zrobią krzywdy, zapobiegliśmy najprawdopodobniej wielu wojnom. Gdyby o tym pomyśleli, powinni nam postawić pomnik.

— Niektóre z tych miast wyglądały całkiem biednie, Maurycy. — W głosie chłopca czaił się niepokój.

— No właśnie, dlatego nie powinno tam być wojen.

— Niebezpieczny Groszek mówi, że to… — chłopiec skupił się, poruszał ustami, jakby ćwicząc wymowę, zanim wypowiedział słowo na głos: — że to nieetyczne.



2 из 197