— To prawda, Maurycy — odezwał się skrzekliwy głosik. — Niebezpieczny Groszek mówi, że nie powinniśmy żyć jak oszuści.

— Posłuchaj, Śliczna, oszustwo jest ludzkie — mówił Maurycy. — Ludzie tak bardzo lubią oszukiwać się wzajemnie, że wymyślili rząd, by robił to za nich. My za te pieniądze zrobiliśmy coś naprawdę wartościowego. Dręczyła ich straszliwa plaga szczurów, zapłacili zaklinaczowi szczurów i wszystkie szczury wyszły za chłopcem z miasta, koniec plagi, każdy jest szczęśliwy, rząd został wybrany po raz kolejny przez wdzięcznych mieszkańców, uroczystościom nie ma końca. Moim zdaniem to były dobrze wydane pieniądze.

— Ale plaga była tylko dlatego, że spowodowaliśmy, by tak myśleli — odezwał się głos Ślicznej.

— No cóż, moja droga, inaczej wszystkie te rządy i rady wydałyby pieniądze na szczurołapów, prawda? Nie wiem doprawdy, czemu w ogóle to wszystko wam tłumaczę, naprawdę nie wiem…

— Tak, ale my…

Zauważyli, że powóz się zatrzymał. Z zewnątrz poprzez szum deszczu usłyszeli brzęk uprzęży, a potem tupot stóp.

— Czy jest tu jakiś czarownik? — dobiegł ich z ciemności nowy głos.

Popatrzyli na siebie w zdziwieniu.

— Nie… — odpowiedział chłopiec takim „nie”, które jednocześnie znaczyło: „A czemu pytasz?”.

— Może czarownice? — zapytał głos.

— Nie, nie ma żadnych czarownic — odpowiedział chłopiec.

— To dobrze. A może jest ciężko uzbrojony troll zatrudniony przez kampanię przewozową?

— Wątpię — tym razem odezwał się Maurycy.

Przez chwilę nie działo się nic, słychać było tylko szum deszczu.

— Co z wilkołakami? — zapytał wreszcie głos.

— A jak wyglądają? — odpowiedział pytaniem chłopiec.

— No cóż, właściwie wyglądają całkiem normalnie, do chwili kiedy wszystko im rośnie, wiesz, włosy, zęby i pazury, a wtedy rzucają się na ciebie przez okno. — Ten, kto to mówił, chyba się przedzierał przez krzaki.



3 из 197