
W pięć minut później Lestrade wypełniał list gończy za niebezpiecznym zabójcą, noszącym słowiańskie nazwisko Stomil Olsztyn.
Jakub zapakował wyciętą nerkę do pudełka.
Sami sprawdźcie. One nie są ludźmi. – Nabazgrał na kartce i złożywszy podpis, zamknął paczkę. Nalepił na niej garść polskich znaczków skarbowych i z pewnym wysiłkiem wcisnął do skrzynki na listy.
– Ciekawe, czy dziś w nocy znowu zaatakował? – zastanawiałem się, skubiąc zębami grzankę.
– Hmm – mruknął Holmes. – Niewykluczone. – Rozłożył poranne wydanie „Tajmsa”. – O, miałeś rację. Jest tu artykuł. Znowu rozpruł dwie kobiety. Zawód wiadomy, kolor włosów rudy. A myślałem, że on zabija tylko blondynki.
– Być może rude kobiety mają lepsze nerki do przeszczepiania – zauważyłem.
– A figę, przyjacielu – odezwał się Szerlok. – Nerka, która zaginęła, właśnie się znalazła.
– Gdzie? – zaciekawiłem się.
– W redakcji gazety „Pal Mcii”. To obala twoją teorię o przeszczepach. Trzeba wymyślić nowy motyw.
– Hmmm. A co ona robiła w redakcji?
– Przyszła pocztą – Holmes pyknął z fajki. – To oznacza, że któryś z dziennikarzy jest ludożercą.
– Ludożerca w Londynie? – wyraziłem zdumienie.
– To chyba niemożliwe.
– Skoro są na Nowej Zelandii, która jest naszą kolonią, to dlaczego nie ma ich być w metropolii? A więc dziennikarz-ludojad. Hmm. Możesz mi podać skoroszyt z wycinkami prasowymi?
Przyniosłem posłusznie.
– Oto nasz ptaszek – Szerlok wskazał jedno z nazwisk.
– Edward Malone. Przed kilku laty brał udział w wyprawie profesora Challengera do Ameryki Południowej. Natrafili tam na plemię pitekantropów, jedzących ludzkie mięso. Tak więc poszlaki wskazują na niego.
– A jak mu to udowodnimy?
– Będzie nam potrzebna świeża ludzka nerka. Zwabimy go w pułapkę.
– Skąd mam wziąć ludzką nerkę?
Szerlok uśmiechnął się lekko.
