
Holmes podniósł nogi i popatrzył na podeszwy butów.
– To nie ja – stwierdził.
– Ja też nie – Lestrade zlustrował swoje kamaszki.
– Może chodźmy tym tropem – zaproponowałem. Poszliśmy. Na końcu ścieżki śladów znajdowały się drzwi, na których już wcześniej wypatrzyliśmy odcisk zakrwawionej ręki. Upaćkane krwią buty stały na progu.
– Ha! – rzekł Holmes. – Czyli jednak nie wszedł do środka.
– Pewnie go nie wpuścili – zauważył przytomnie Lestrade. – Żaden porządny obywatel mieszkający w tej dzielnicy nie wpuściłby pod swój dach mordercy.
– W tej dzielnicy nie mieszkają porządni obywatele, ale rozumiem, co chciałeś powiedzieć – uśmiechnął się Szerlok. – Skoro tutaj nie wszedł, to znaczy, że poszedł gdzieś dalej. No i szukaj wiatru w polu.
– Może coś wydedukujemy z tych butów? – zaproponował Lestrade.
Detektyw uśmiechnął się szeroko.
– Widzę, że zaczynasz myśleć – powiedział z uznaniem. – Ano zabierzmy je na komisariat.
Ustawiliśmy buciory na stole służącym do oględzin denatów i narzędzi zbrodni.
– Co można o nich powiedzieć? – mruknął Holmes. – Po pierwsze, strasznie niezgrabne.
– Są z kauczuku – dodałem. – Łączonego z jakąś przemysłową włókniną.
– To chyba kiepski gatunkowo filc – zauważył Lestrade. – Ale owo tworzywo nie jest kauczukiem. Znam się na tym, bo kiedyś walczyłem z jego przemytem. Zresztą, można dać do analizy albo porównać…
Po chwili przyniósł swoje kauczukowe kalosze. Faktycznie były inne w dotyku.
– Czy istnieją jakieś substancje mogące zastąpić kauczuk? – zapytał inspektora mój przyjaciel.
– Niestety nie, dlatego przemyt jest tak opłacalny.
Kiwnąłem poważnie głową.
– Czyli to musi być zupełnie nowe tworzywo – mruknął Holmes. – Dziwny ten but…
– Faktycznie, dość pokraczny – przyznałem.
– Jednak wygląda na wyrób przemysłowy.
– Zaraz, zobaczmy, czy w środku nie ma czasem nazwiska właściciela – błysnąłem pomysłem.
