
Jakub popatrzył na niego niechętnie
– Gadasz po polsku, to pewnie jesteś z naszych, spod Czarnobyla? Znaczy promieniowanie cię tak poprzestawiało?
Anubis poskrobał się po głowie.
– Z Czarnobyla? – upewnił się.
– No, elektrownia. Po wybuchu? Ile masz lat, co?
– Jestem wieczny…
– Główka boli, lekarz kazał przytakiwać. Zjeżdżaj, co? Ni lubię świrów.
Naciął bagnetem wrota. Udało mu się oderwać spory kawałek kruszcu. W tym momencie otworzyły się. Zajrzał przez nie jakiś stwór z głową ptaka.
– A ty kto? – zaciekawił się Jakub. – Też mutas czarnobylski?
Intruz wykonał ręką gest. Ten z głową kundla rozpuścił się w powietrzu, a po chwili zniknęły także drzwi. Jakubowi został w ręce kawałek złotej blachy. Upchnął łup byle jak w walizce i wstawił ją za sarkofag, po czym znowu ułożył się do snu. Nic mu się nie śniło.
Buty sporego stada amerykańskich turystów zatupotały na kamiennej podłodze. Prowadził ich przewodnik, wyjaśnił
– Oto komora grobowa faraona Cheopsa. W tym sarkofagu przed czterema tysiącami lat złożono jego ciało… – urwał w połowie zdania, widząc drzemiącego w skrzyni Jakuba.
Turyści stłoczyli się wokoło podekscytowani.
– To oryginalna mumia, czy atrapa?
– Dziwny ubiór, zrekonstruowano go wedle wykopalisk?
Błysnęły flesze. Jakub ocknął się
– Nie po oczach, cholera! – wrzasnął.
Wygramolił się z trumny i rozepchnąwszy turystów, oddalił się z godnością. O walizce przypomniał sobie dopiero na zewnątrz. Usiłował po nią wrócić, ale wachmani przy wejściu go nie wpuścili. Chcieli biletów, a bariera językowa była zbyt duża, aby mógł cokolwiek zrozumieć. Obrzucił ich finezyjnymi polskimi przekleństwami i zniechęcony ruszył dalej. Ostatecznie walizka i tak była stara, a to w nocy o złocie tylko mu się śniło.
Jakieś cztery dni później Jakub Wędrowycz wysiadł z pociągu na stacji w Luksorze. Walonki, spięte drutem, przerzucił przez ramię.
