
– Galantny bimber – stwierdził. – Sześćdziesiąt procent mocy jak obszył.
Jakub nabrał sobie bimbru słoikiem i także wypił.
– I żadnych gliniarzy w zasięgu wzroku – powiedział Jakub z satysfakcją. – Dobry był pomysł.
Powiew wiatru przyniósł, woń spalenizny. W gospodarstwie na lewo od jego domostwa stos zwęglonych belek znaczył miejsce gdzie dwa dni wcześniej spłonęła stodoła. W gospodarstwie po prawej stronie kupa cegieł i wypalony wrak traktora pokazywały, gdzie ogień strawił szopę.
– Kon-fi-den-ty – wydukał Jakub świeżo przyswojone słowo. – Za następny donos spalę im chałupy.
– Teraz już pewnie nie odważą się. Widzą, że nie rzucasz słów na wiatr – powiedział Semen.
Zaczerpnął sobie jeszcze jeden kubek.
– Nie za dużo? – zaniepokoił się Jakub. – W twoim wieku?
– Dobra dobra. Nie mam stu lat!
– Sto sześć. To znaczy, że już masz sto i jeszcze trochę.
– Gówno. Ważne że nie sto, a reszta… Kto by się zagłębiał w takie podrobnosti. Lepiej pomyśl o sobie.
– Że niby co?
– Ile masz lat?
– Osiemdziesiąt sześć. Też nie sto.
– Cholera, to ty jesteś stary pryk. A nie wybierasz się czasem?
