
– No i jak tam jest w tym Egipcie? – dopytywali się kumple.
– Idiotyczny kraj. Na dzień wyłączają zimę, żeby turysty nie marzli, a w nocy to dopiero chłodek. Mumii z bliska nie można oglądać. Znalazłem tylko jedną i był za szybą, więc zdjąłem szybę, żeby jej się przyjrzeć, a tu mnie cap Araby. A jak się wejdzie do piramidy, to potem są problemy. W twarz ślepią fleszami i nie wpuszczają do środka. A do tego wszyscy okropnie bełkoczą.
– To jak się dogadywałeś? – zdziwił się Semen.
– Jak się nóż pokaże, to wszystko zrozumie, no chyba że sam też ma nóż – rzucił filozoficzną uwagę Jakub, po czym odkorkował butelkę piwa i wlał ją w siebie.
– A piwo to mają tam zupełnie do chrzanu – dodał.
Doktor Muhamed z muzeum w Kairze wpatrywał się w zdumieniu w kłąb skrawków złotej blachy, na której misternie, wytłoczono sceny religijne i hieroglify.
– Czwarta, może piąta dynastia – zawyrokował. – Wspaniałe, tylko co za wandal tak to zniszczył? Skąd to w ogóle pochodzi?
Jego asystent Ahmed uśmiechnął się lekko.
– Znaleziono w piramidzie Cheopsa w Gizie – powiedział. – Za sarkofagiem stała ta walizka i w niej…
Położył na biurku walizkę wykonaną z ordynarnej tektury, oklejonej skóropodobnym materiałem. Wewnątrz poniewierały się: zniszczona książka, ogryzek świeczki, kawałek zeschniętego chleba i zwitek linki hamulcowej zakończony pętlą. Do dna ktoś przykleił butaprenem mapę Egiptu wyciętą krzywo ze szkolnego atlasu.
Kostucha
Był ciepły, sierpniowy wieczór. Słońce łagodnie zapadało za horyzont.
