
– I nikt się nie skapnął?
– No co ty. Przecież są nie do rozpoznania. Dopiero porównanie tkanek pod mikroskopem pozwoliłoby na wykrycie różnic.
Egzorcysta poskrobał się po głowie.
– A ludziska nie widzą, że podejrzane? Niby siedzą, nic nie robią, a pieniądze mają?
– Och, na to też jest metoda. Nasi agenci pracują w różnych zawodach. Prowadzą sklepy, hotele i inne miejsca, gdzie mogą przybywać podróżnicy w czasie, żeby nawiązać z nimi kontakt bez wzbudzania podejrzeń.
Gość wychylił właśnie, trzecią szklankę soku. Patrzył już niezbyt przytomnie.
– Co się ze mną dzieje? – zapytał.
– A jak się czujesz? – zaniepokoił się Wędrowycz.
– Jakbym nic nie ważył…
– To tak zwany stan nieważkości. Bimber, bracie – puknął butelkę z sokiem.
– To przed tym uciekali nasi przodkowie?
– Bimber to siła napędowa cywilizacji ludzkiej – wyjaśnił egzorcysta. – A tak w ogóle, to z którego jesteś wieku?
– Z dwudziestego szóstego – wymamrotał gość i klapnął jak długi na podłogę.
– Co się z tą ludzkością zrobiło? – pokręcił głową egzorcysta. – Zupełny zanik odporności. No, ale jak tyle pokoleń nie piją, to nic dziwnego.
Nakrył leżącego starym kocem i podszedł do budki telefonicznej. Była zamknięta.
– Cholera – mruknął, grzebiąc w kieszeni. Wyciągnął garść wytrychów, ale to mu nie pomogło, bo w drzwiczkach nie było dziurki od klucza, tylko szczelina jak w automacie telefonicznym. Jakub zaczął przetrząsać kieszenie śpiącego. Znalazł w nich wreszcie nieduży prostokąt z dziwnego metalu. Gdy tylko wetknął go w odpowiednie miejsce, drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wszedł do środka i popatrzył uważnie na setki zegarów, pokręteł oraz przełączników.
– Kurde! – Przypomniał sobie, jak kiedyś, w Warszawie, usiłował przejechać się windą. Ale tam było tylko trzynaście guzików, a tu, na oko sądząc, dziesięciokrotnie więcej.
Nieoczekiwanie wypatrzył gałkę, a nad nią w okienku…
