
– Zabieram Erin na lunch. Nie masz nic przeciwko temu?
Tego wieczoru oznajmił, że zawsze znajdzie się posada dla wykwalifikowanej asystentki. Właściwie Erin nie musiała pracować, gdyż ojciec odziedziczył majątek, który jeszcze pomnożył, inwestując mądrze w akcje i obligacje. Uważał jednak, że praca nauczy córkę samodzielności i odpowiedzialności.
Erin była zdolna i chętna, ale jej pierwsza praca okazała się straszliwie nudna. Sześć miesięcy temu zatrudniła się u Marka Prentice’a. Nie było to zajęcie ciekawsze od poprzedniego, jednak po paru miesiącach życie nagle zaczęło nabierać rumieńców.
Mark zaprosił ją na randkę,.
Wcześniej chodziła już na randki, ale ojciec zawsze nalegał, aby jej przyjaciele przychodzili po nią do domu. Po czym poddawał delikwenta przesłuchaniu. Erin była przesłuchiwana po powrocie – surowy rodzic chciał znać każdy szczegół.
Wiedziała, że ojcem powoduje miłość i troska, jednak jego nadopiekuńczość działała jej na nerwy. Była wystarczająco rozsądna, by nie tracić cnoty z byle kim.
Jej znajomość z Markiem Prentice’em nie miał trwać zbyt długo. Pracowała dla niego jeszcze sześć tygodni temu. Pewnego dnia Dawn Mason, jego była dziewczyna, wpadła do biura, machając krawatem, który miał na sobie poprzedniego dnia.
– Chcę to oddać Markowi – oznajmiła wyniośle. – Zostawił u mnie wczoraj wieczorem.
Erin była tak zaskoczona, że nie powiedziała słowa. Naprawiła ten błąd dziesięć minut później, kiedy wyprowadziwszy Dawn drugim wyjściem, Mark przyszedł zobaczyć się z Erin.
– Nocowałeś wczoraj u Dawn? – zapytała prosto z mostu, całkowicie przekonana, że zaprzeczy.
– Ee… tak.
– Naprą… – nie mogła dokończyć.
– Ty nie chciałaś! – bronił się. Podniosła się z krzesła, chwyciła żakiet i torebkę.
– Może Dawn Mason zechce również pisać dla ciebie na maszynie – wypaliła, a godzinę później złożyła wymówienie.
