
Nie żałowała tej decyzji, a nawet odczuwała dumę z okazanego przez siebie charakteru. Nie miała zamiaru iść na kompromisy.
Jednak w tydzień później życie znowu zaczęło tracić blask. Choć dostawała pieniądze od ojca i właściwie nie musiała pracować, szukała następnej posady i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że inne kobiety w jej wieku wiodą o wiele ciekawsze życie.
Minęły dwa następne ponure dni, a potem stało się coś, co całkowicie odmieniło jej życie. Spotkała Charlotte Fisher. Na skraju miasteczka stały dwa duże domy. W jednym mieszkała Erin z ojcem, w drugim Charlotta Fisher z rodzicami. Była kilka lat starsza od Erin, ale polubiły się i zaprzyjaźniły. Potem rodzina Charlotty wyjechała z miasteczka, toteż niespodziewane spotkanie po latach okazało się dla obu dziewczyn wielkim i miłym zaskoczeniem.
– Charlotta! Co tu porabiasz?! – krzyknęła Erin.
– Erin! – Charlotta uśmiechnęła się promiennie, zapominając całkowicie, po co właściwie idzie na pocztę. Rozgadały się, jakby Charlotta nigdy nie wyjeżdżała. Jej rodzice nadal mieszkali w Bristolu, ale ona przeniosła się do Londynu i wkrótce miała wyjść za mąż. – Babcia nadal tu mieszka, więc przyjechałam przedstawić jej narzeczonego, Robina. Może wpadniesz do nas na kawę? – zaprosiła.
– Wyskoczyłam tylko po znaczki dla babci. Erin odmówiła, bo nie chciała przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu. Przeszły razem jeszcze kawałek, rozmawiając z ożywieniem.
– Czy zaczęłaś ten kurs menedżerski? – pytała Charlotta. – Pamiętam, że myślałaś o tym, kiedy się wyprowadzaliśmy.
Erin przytaknęła.
– Zaczęłam i skończyłam. W tej chwili szukam nowej pracy.
– Jaka szkoda, że nie mieszkasz w Londynie – zauważyła Charlotta. – Przydałaby mi się pomoc.
– A mnie odmiana – zauważyła lekko Erin.
Charlotta natychmiast złapała ją za słowo. Powiedziała, że ma małą firmę handlującą artykułami tekstylnymi i sama zajmuje się papierkową robotą. Jednak z powodu zbliżającego się ślubu dopuściła do powstania potężnych zaległości.
