
Tak jak Charlotta przewidziała, Erin od razu zakochała się w mieszkanku. Było na pierwszym piętrze i miało osobne wejście. Część, z oknami wychodzącymi na duże brukowane podwórko, służyła za kuchnię i jadalnię. Po przeciwnej stronie znajdowały się sypialnia i łazienka. Z kuchni wchodziło się do maleńkiego salonu. Co najważniejsze, ojciec Erin, zaaprobował to tymczasowe lokum.
– Dobra z ciebie dziewczyna – powiedział, gdy go odprowadzała. – Ufam, że nie popełnisz żadnego głupstwa.
Erin, która po raz pierwszy miała zasmakować prawdziwej wolności, doszła do wniosku, że pamiętanie o wszystkich rodzicielskich nakazach i zakazach może być odrobinę kłopotliwe. A poza tym kochała ojca i nie chciała, by się o nią martwił.
– Postaram się być grzeczna – odparła wesoło.
Pocałował ją na pożegnanie i odjechał. Wspinała się po stromych schodach, nie przestając się uśmiechać. Kto by pomyślał? W zeszłym tygodniu nudziła się jak mops i była zdegustowana zachowaniem Marka Prentice’a, a teraz życie stało się takie ekscytujące! Mark Prentice? Też coś! Erin zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy jej na nim nie zależało.
Zanim się rozpakowała, wyjęła telefon komórkowy i wystukała numer matki. Co dziwne, Nina była w domu.
– Stary nudziarz naprawdę cię puścił? – wykrzyknęła.
– Tylko na trochę. Jakieś trzy miesiące – odparła Erin. Stary nudziarz! Matka była niepoprawna. Nina roześmiała się.
– Po trzech miesiącach nie zechcesz już wracać! Wiem o tym! Podaj mi swój adres. Przyjadę cię odwiedzić, kiedy znajdę chwilę.
Erin leżała wygodnie wyciągnięta na łóżku i intensywnie rozmyślała.
Zaledwie miesiąc temu zaczęła pracować dla Charlotty i w krótkim czasie przebiła się przez stos papierów. Bała się, że przewidywane przez Charlotte trzy miesiące skurczą się do połowy tego czasu. Nawet gdyby pracowała tylko na pół etatu, niedługo nie będzie miała co robić.
