
A wtedy będzie musiała wracać do domu. Tak jak przewidywała Nina, Erin z niechęcią myślała o powrocie do Croom Babbington. Ostatni weekend spędziła z ojcem, i te dwa dni wlokły się niczym wieczność, choć i w Londynie jej życie towarzyskie nie było zbyt bogate. Czasami wpadała Nina, Charlotta zjawiła się tylko raz, by zabrać resztę swoich ubrań. Erin poznała jej narzeczonego, Robina, spokojnego człowieka w wieku około trzydziestu pięciu lat, do którego od razu poczuła sympatię.
Robin był całkowicie niepodobny do Gavina Gardnera, nieco natrętnego faceta, który miał firmę obok biura Charlotty. Gavin zaprosił Erin na randkę już po pół godzinie znajomości. Choć Erin miała ochotę „zaszaleć”, coś jej podpowiadało, by nie zadawała się z facetami w typie Gavina. Odrzuciła jego propozycję, co go wcale nie zniechęciło. Ponawiał zaproszenia, a ona nadal odmawiała.
Erin z westchnieniem ubrała się i pojechała do pracy. Tuż przed wejściem do budynku dopadł ją Gavin Gardner.
– Jak weekend? – zapytał na wstępie.
– Byłam w domu – powiedziała. – A twój?
– Niezbyt udany, bo zabrakło ciebie – zaczął flirtować.
– Pracowity?
– Znalazłbym czas na kawę, lunch i kolację z tobą. Co wybierasz?
– Cześć, Gavin, muszę już iść – odparła, ignorując jego zaczepkę.
– Jeszcze zmienisz zdanie, jestem pewny – obwieścił na pożegnanie.
Erin uśmiechała się, wchodząc do budynku przypominającego przerośniętą stodołę. Charlotta, jak zwykle pierwsza na miejscu, spojrzała na nią zaciekawiona.
– Gavin Gardner? – zgadła.
– W końcu zrezygnuje.
– Nie licz na to. Jak twój tata? – zapytała, wiedząc, że Erin wracała na weekendy do domu.
– Ucieszył się z mojego przyjazdu. – Jej uśmiech zbladł. – Chyba za mną tęskni.
– To jasne. Byłaś sensem jego życia, odkąd odeszła twoja matka – stwierdziła Charlotta. Ta uwaga nie poprawiła samopoczucia Erin.
