
Upadłby, gdyby komisarz szybko go nie podtrzymał.
– Fazio i Galluzzo, biegiem, wsadźcie go do samochodu i zawieźcie do szpitala.
Obaj wymienieni ujęli starca pod ramiona. Przechodząc obok Montalbana, Garzullo zdołał wykrztusić:
– Dziękuję za wszystko.
– Ależ nie ma za co – powiedział komisarz, czując się jak ostatni łobuz.
2
Tymczasem Mimi pobiegł na pomoc pannie Mariastelli, która – chociaż nadal w pozycji siedzącej – poczęła się chwiać niczym szarpane wiatrem drzewo.
– Przynieść pani coś z baru?
– Tak, dziękuję, poproszę o szklankę wody.
W tej chwili usłyszeli z zewnątrz burze oklasków i okrzyki: „Brawo! Niech żyje mierniczy Garzullo!” Najwidoczniej w tłumie było wiele osób, które Gargano oszukał.
– Dlaczego tak go nienawidzą? – spytała Mariastella, kiedy Mimi już wychodził.
Wykręcała sobie nerwowo ręce. Z bladej zrobiła się teraz czerwona jak pomidor, odreagowując niewątpliwie przerażenie.
– No, mają chyba jakieś powody – odpowiedział dyplomatycznie komisarz. – Wie pani lepiej ode mnie, że księgowy zniknął.
– Tak, ale dlaczego od razu myśleć o przestępstwie? Mógł stracić pamięć wskutek kraksy samochodowej, pechowego upadku lub czegoś takiego… Pozwoliłam sobie zatelefonować…
Przerwała, potrząsając ze zmartwieniem głową.
– No i nic – westchnęła, kończąc myśl.
– Proszę mi powiedzieć, do kogo pani dzwoniła.
– Ogląda pan telewizję?
– Czasami. Dlaczego pani pyta?
– Dowiedziałam się, że istnieje program pod tytułem Kto widział tę osobę?, poświęcony ludziom zaginionym. Znalazłam numer jego redakcji i…
– Zrozumiałem. Co pani powiedzieli?
– Że nic nie mogą zrobić, bo nie jestem w stanie podać im niezbędnych danych: wieku, miejsca zaginięcia, nie mam fotografii i tak dalej.
Zapadło milczenie. Ręce Mariastelli zamieniły się w jeden, niemożliwy do rozsupłania węzeł. Drzemiący w komisarzu przeklęty instynkt policjanta niespodziewanie, Bóg wie dlaczego, na chwilę się obudził.
