– Proszę nie silić się na dowcip. Ma pan dokładnie kwadrans na dojazd do Montelusy.

I odłożył słuchawkę.

– Mimi, muszę zaraz jechać do kwestora. Weź rewolwer mierniczego i zanieś na komisariat. Panno Cosentino, niech pani pozwoli, że dam pani radę: proszę zamknąć już teraz biuro i iść do domu.

– Dlaczego?

– Wie pani, wszyscy w mieście dowiedzą się niebawem o wspaniałym pomyśle pana Garzullo. Nie da się wykluczyć, że jakiś dureń zechce jego przedsięwzięcie powtórzyć, a może to być ktoś młodszy i bardziej niebezpieczny.

– Nie – powiedziała zdecydowanym głosem Mariastella – ja tego stanowiska nie opuszczę. A gdyby tak księgowy wrócił i nikogo tu nie zastał?

– Ale by się rozczarował! – powiedział rozzłoszczony Montalbano. – Aha, coś jeszcze: czy zamierza pani podać do sądu pana Garzullo?

– Nie, w żadnym wypadku.

– I tak będzie lepiej.

Na drodze do Montelusy panował duży ruch, co jeszcze bardziej zepsuło komisarzowi humor. Ponadto dokuczał mu piasek, który czuł w skarpetkach i pod kołnierzykiem koszuli. W odległości około stu metrów po lewej stronie, a więc w przeciwnym kierunku jazdy, zobaczył lokal „Pod Ciężarówką", w którym, jak wiedział, parzą doskonałą kawę. Dojechał prawie na jego wysokość, włączył policyjny migacz i zakręcił. Wybuchło okropne zamieszanie, wozy hamowały jeden po drugim, rozległo się trąbienie, posypały przekleństwa i wyzwiska. Cudem udało mu się wjechać na placyk przed lokalem; wysiadł z samochodu i wszedł do środka. Spostrzegł od razu dwie osoby, które natychmiast rozpoznał, mimo że stały zwrócone do niego plecami. Byli to Fazio i Galluzzo, którzy – tak mu się przynajmniej wydawało – opróżniali po kieliszku koniaku. Koniak o tej porze, z samego rana? Stanął za nimi i zamówił u barmana kawę. Fazio i Galluzzo poznali go po głosie i odwrócili się błyskawicznie.

– Na zdrowie – powiedział Montalbano.



12 из 141