
– Ach, panie komisarzu, panie komisarzu! Jest pan tu? To pan, panie komisarzu?
– Tak, Catarella, jestem tu. Co się stało?
– Stało się, że pan kwestor strasznie się żołądkuje, panie komisarzu! Pięć razy telefonii! Za każdym telefonem coraz bardziej wściekły!
– Powiedz mu, żeby się uspokoił.
– Panie komisarzu, nie miałbym nigdy śmiałości tak powiedzieć panu kwestorowi! To byłaby wielka obraza! Co mam powiedzieć, jeśli znowu od nowa zatelefoni?
– Że mnie nie ma.
– Boże święty! Nie mogę przecież kłamać i oszukiwać pana kwestora!
– To go połącz z panem Augello.
Otworzył drzwi do pokoju zastępcy.
– Czego chciał kwestor? – usłyszał.
– Nie wiem, jeszcze u niego nie byłem.
– Jezu! No i kto teraz odważy się z nim rozmawiać?
– Ty. Zadzwonisz i powiesz, że kiedy pędziłem do niego na łeb na szyję, za bardzo przekroczyłem prędkość i wpadłem do rowu. Nic poważnego – trzy szwy na czole. Powiedz mu, że jeśli poczuję się lepiej, zamelduję się u niegopo południu. Zagadaj go, jak możesz. Potem przyjdź do mnie.
Wszedł do swojego gabinetu. Zaraz stawił się tam Fazio.
– Chciałem powiedzieć, że znaleźliśmy wnuczkę mierniczego Garzullo.
– Doskonale. Jak wam się to udało?
– Panie komisarzu, nic nie musiało się udawać, zgłosiła się sama. Była zaniepokojona, bo rano poszła do niego do domu i go nie zastała. Najpierw czekała, potem postanowiła przyjść do nas. Musiałem jej zakomunikować potrójną ponurą wiadomość.
– Dlaczego potrójną?
– Panie komisarzu drogi, po pierwsze: nie wiedziała, że z winy księgowego Gargano dziadek stracił wszystkie oszczędności. Po drugie: nie wiedziała, że dziadek odegrał scenę z filmu o gangsterach. Po trzecie: nie wiedziała, że dziadek umarł.
