Montalbano spojrzał na rachunek, zapłacił śmiesznie mało, wstał i skierował się do wyjścia bez słowa pożegnania, zgodnie z obowiązującym zwyczajem. Tuż obok drzwi ujrzał wielkie zdjęcie, a pod nim napis:

NAGRODA MILION LIRÓW TEMU, OD KOGO DOWIEM SIĘ O TYM CZŁOWIEKU

– Kto to taki? – spytał wąsacza.

– Nie wie pan? To ten przeklęty sukinsyn księgowy Gargano, który…

– Dlaczego chce pan o nim informacji?

– Żeby go złapać i zarżnąć.

– Co panu zrobił?

– Mnie nic. Ale mojej żonie capnął trzydzieści milionów.

– Proszę powiedzieć żonie, że będzie pomszczona – obiecał uroczyście komisarz, przykładając rękę do piersi.

I zrozumiał, że jest całkiem pijany.

Księżyc świecił mocno, że aż strach; było jasno zupełnie jak za dnia. Montalbano prowadził wesolutko, zdając sobie z tego sprawę: na zakrętach ocierał się o krawężniki, z dziesięciu kilometrów na godzinę przechodził do stu. W połowie drogi między Montelusą a Vigatą dojrzał z daleka tablicę reklamową; kryła się za nią ścieżka wiodąca do rozwalonej chaty, obok której rosło wielkie saraceńskie drzewo oliwne. Ponieważ na ostatnich trzech kilometrach z trudem udało mu się uniknąć czołowego zderzenia z dwoma jadącymi w przeciwnym kierunku samochodami, postanowił wytrzeźwieć wśród gałęzi drzewa, którego nie oglądał od prawie roku.

Skręcił więc w prawo, aby wjechać na ścieżkę, i wydało mu się od razu, że zabłądził, bo zamiast polnej dróżki ciągnęło się tam teraz szerokie pasmo asfaltu. Może pomylił tablice? Wrócił na tylnym biegu i uderzył w podporę tablicy, która niebezpiecznie się pochyliła. Widniał na niej napis MEBLE FERRAGUTO – MONTELUSA, a więc była to z pewnością właściwa tablica. Wrócił na asfaltową aleję będącą kiedyś ścieżką i po przejechaniu stu metrów znalazł się przed bramą niewielkiej, nowo wybudowanej willi. Zniknęła wiejska chata, zniknęło saraceńskie drzewo oliwne. Komisarz był całkiem zdezorientowany, nie rozpoznawał w ogóle krajobrazu, do którego się przyzwyczaił.



31 из 141