– Za pięć minut danie gotowe – powiedział. – Chce pan, żebym włączył telewizor, zanim je panu przyniosę?

– Nie.

Z kuchni dobiegł wreszcie kobiecy głos:

– Giugiu!

Wąsacz przyniósł muszelki pachnące ziemskim rajem.

Potem oparł się o futrynę drzwi jakby w oczekiwaniu na widowisko.

Montalbano postanowił wypełnić sobie płuca rajskim zapachem. Wdychając go łakomie, usłyszał słowa wąsacza:

– Chce pan mieć pod ręką trochę wina, zanim zacznie pan jeść?

Komisarz przytaknął ruchem głowy, nie miał ochoty się odzywać. Na stoliku znalazł się litrowy dzban gęstego czerwonego wina. Montalbano napełnił sobie szklankę i włożył do ust widelec z muszelkami. Zakrztusił się, zakaszlał, łzy stanęły mu w oczach. Odniósł wyraźne wrażenie, że jego kubki smakowe stanęły w ogniu. Wychylił jednym haustem szklankę wina, które ze swej strony odznaczało się wysoką zawartością alkoholu

– Proszę pić powoli, bardzo powoli – poradził mu kelner-właściciel.

– Co w tym daniu jest? – spytał Montalbano, jeszcze na wpół oszołomiony.

– Oliwa, pół cebuli, dwa ząbki czosnku, dwie solone sardele, łyżka kaparów, czarne oliwki, pomidor, bazylia, pół pikantnej papryczki, sól, owczy ser i czarny pieprz – wyliczył wąsacz z nutą sadyzmu w głosie.

– Dobry Boże! – powiedział Montalbano. – A kto gotuje?

– Moja żona – odparł wąsacz, wychodząc naprzeciw trzem nowym klientom. Przeplatając konsumpcję muszelek łykami wina oraz jękami krańcowej udręki i niewymownej rozkoszy („Czy istnieje ekstremalne danie, tak jak ekstremalny seks?" – spytał sam siebie w pewnej chwili), Montalbano opróżnił talerz i odważył się nawet spożyć pozostały na dnie sos, w którym maczał kawałki chleba. Od czasu do czasu wycierał zroszone potem czoło.

– Co szanowny pan zechce na drugie?

Komisarz pojął, że zwracając się do niego per „szanowny pan", właściciel wyraża mu swoje uznanie.

– Nic.

– I ma pan rację. Z piekącymi muszelkami jest ten kłopot, że człowiek odzyskuje smak dopiero następnego dnia.



30 из 141