
Po zgruchotaniu sześciu okien spostrzegł za rogiem grupę nieruchomych postaci, zupełnie podobnych do ludzkich. A cóż to takiego? Wyciągnął z kieszeni latarkę, zapalił ją. Zobaczył osiem dużych posągów, postawionych tam chwilowo razem, dopóki właściciel willi nie podejmie odpowiedniej decyzji. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków.
– Poczekajcie, zaraz do was wrócę – powiedział Montalbano.
Rozbił sumiennie dwa pozostałe okna i zataczając nad głową kręgi młotem niczym Orland mieczem w przypływie szaleństwa, rzucił się na posągi i zaczął je tłuc na oślep.
Po dziesięciu minutach z Królewny Śnieżki, Wesołka, Gburka, Śpioszka, Apsika, Nieśmiałka, Mędrka i Gapcia, czy jak im tam było, zostały tylko kolorowe kawałeczki. Montalbano nie był jednak jeszcze w pełni usatysfakcjonowany. Odkrywszy w pobliżu niedokończonej altany pojemniki z kolorowymi farbami w sprayu, złapał jeden z nich i wypisał na każdej z czterech ścian willi zieloną farbą, wielkimi literami, słowo KUTAS. Przeskoczył znowu przez ogrodzenie, wsiadł do samochodu i czując się już całkiem trzeźwy, odjechał do Marinelli.
Po powrocie spędził połowę nocy na porządkowaniu mieszkania, które w konsekwencji poszukiwań pokwitowania od notariusza wyglądało jak po trzęsieniu ziemi. Sprzątanie nie zajęłoby mu tak wiele czasu, gdyby nie to, że kiedy raz otworzysz szuflady, znajdziesz tam zawsze całą masę starych, zapomnianych papierów, których część musisz przeczytać. Niechybnie wciąga cię wtedy coraz głębiej wir wspomnień, przypominasz sobie sprawy, o których przez lata usilnie starałeś się zapomnieć.
