Przyglądałam się częściowo już zamienionemu w szkielet tułowiowi, klatce piersiowej, kręgosłupowi i miednicy, ciągle jeszcze połączonym wyschniętymi mięśniami i więzadłami. W odróżnieniu od mózgu i organów wewnętrznych, które z pomocą bakterii i robactwa szybko się rozkładają, czasami w ciągu paru tygodni, tkanka łączna jest nader wytrzymała i potrafi spinać stawy całymi miesiącami, a nawet latami.

Widziałam resztki brązowej i wysuszonej tkanki przylegającej do kości klatki piersiowej i tułowia. Kiedy tak siedziałam w kucki, słysząc bzyczenie much i widząc plamki światła na liściach otaczających mnie drzew, nie miałam żadnych wątpliwości co do dwóch rzeczy. Tułów był ludzki i leżał tutaj od niedawna.

Wiedziałam również, że jego znalezienie się w tym miejscu nie było przypadkiem. Ofiara została zabita i porzucona. Resztki ciała leżały na plastikowym worku, takim, jakich się powszechnie używa w kuchni na śmieci. Teraz worek był rozdarty, ale przypuszczałam, że użyto go do przetransportowania ciała. Nie było ani głowy, ani kończyn, a w pobliżu nie było widać żadnych rzeczy osobistych czy przedmiotów. Oprócz jednego.

Kości miednicy obejmowały łazienkową przetykaczkę. Jej drewniana rączka wystawała z nich jakby to były położone do góry nogami lody na patyku, a część z czerwonej gumy mocno przylegała w miejscu otworu dolnego kości miednicy. Pozycja przetykaczki sugerowała to, że umieszczono ją tam specjalnie. Pomimo że myśl ta była dość przerażająca, byłam pewna, że się nie myliłam.

Wstałam i rozejrzałam się wokół. Kolana protestowały przeciwko gwałtownej zmianie pozycji. Z doświadczenia wiedziałam, że głodne zwierzęta mogą roznosić fragmenty ciała na imponującą odległość. Psy często je chowają w plątaninie krzaków i niskiej roślinności, a zwierzęta żyjące w norach wciągają małe kości i zęby do swoich jam. Strzepałam ziemię z rąk, po czym dokładnie rozejrzałam się wokół, szukając tras, którymi zwierzęta mogły się przemieszczać.



12 из 441