W śmieciach zapalniczki nie było.

– No to nie ma siły, ten hreczkosiej podwędził – zawyrokował Witek i zamknął klapę śmieciowego kubła. – On mi się od początku nie podobał.

– Prawdę mówiąc, mnie też nie – poparł go pan Ryszard. – Nic nie chciałem mówić, bo może ja się nie znam, ale jakoś mi się tak wydawało, że dostaje pani całkiem nie to, co pani chciała…

– A było mówić! – warknęłam z furią i ruszyłam z powrotem do domu, starannie omijając wzrokiem nieodpowiednią roślinność, co mi przyszło o tyle łatwo, że już nastał wieczór i zrobiło się ciemno.

– Jeśli idzie o włamanie – rzekł Tadzio, wchodząc do przedpokoju – popytam kumpli, ostatecznie to wszystko mechanicy, zamki, klucze, takie rzeczy mamy w małym palcu, załatwi się. Tylko nie wiem, jak tam się rozejrzeć u niego.

Julita stanowczym krokiem weszła do salonu, napiła się wina, przez pomyłkę z kieliszka Małgosi, i mężnie oznajmiła, że czuje się winna. Przy niej Mirek-ogrodnik rąbnął moją własność, na niej spoczywa obowiązek dokonania wysiłków i odzyskania pamiątki. I zrobi to!

– To znaczy, pójdziesz do niego, dasz mu po mordzie i obwiążesz go drutem kolczastym? – uściśliła Małgosia. – To było moje wino, ale nie szkodzi, mogę wypić twoje. I weźmiesz od mojej ciotki mrówki?

Nałapać ci do słoiczka?

Wytrącona z równowagi Julita obejrzała wszystkie kieliszki, rozpoczęła przeprosiny, ucięła je na samym wstępie, machnęła ręką, wypiła jeszcze trochę wina i ujawniła dalszy ciąg zamiarów Owszem, pójdzie, bez mrówek i drutu, ale za to z czymkolwiek, zełże, że to coś jest jego, ostatnim razem zostawił, więc mu odnosi. Może udawać, że zakochała się w nim i odnoszenie stanowi pretekst, co przynajmniej będzie jakimś cieniem prawdy. Rzeczywiście stanowi pretekst, a jej dostarczy pociechy i oparcia, bo cholernie nie lubi łgać i łgarstwa zawsze jej źle wychodzą. Ale teraz się spręży w sobie…



10 из 298