– Idę! Od razu jutro! A może jeszcze dzisiaj…?

– Dzisiaj byłoby nawet dość uzasadnione – zauważył Tadzio. – Julita czekała, bo myślała, że te okulary są pani, a pani właśnie przyjechała i powiedziała, że nie. No to zgadła, że jego i zaraz oddaje.

– Bardzo dobry pomysł – pochwaliła Małgosia.

– Pojadę z panią – zadecydował pan Ryszard, nie budząc niczyjego sprzeciwu. – Potem przywiozę tu panią, a tam zaczekam przed domem na włączonym silniku, bo nie wiadomo, co się stanie. Może będzie pani musiała uciekać razem z tą zapalniczką?

Wszyscy później uznali, że miał jasnowidzenie. A jeszcze później zwątpili, czy przydatne…


Ogrodnik mieszkał elegancko, w szeregowcu, domki jednorodzinne przystawione do siebie, każdy z malutkim ogródkiem od frontu i od tyłu. Ciasno tam było jak piorun i pan Ryszard zaparkował przed wejściem z niejakim wysiłkiem.

Dziko zdenerwowana, ale zacięta Julita zadzwoniła do furteczki, pchnęła ją i weszła. Podobno, zdaniem pana Ryszarda, wyglądała w tym momencie jak anioł, któremu siłą przydzielono pod opiekę psychopatę-zboczeńca. Weszła dalej po schodkach, zadzwoniła do drzwi, nad którymi paliła się lampa, po chwili zadzwoniła ponownie, wreszcie otworzyła je i znikła we wnętrzu budynku.

Pan Ryszard siedział z włączonym silnikiem, na luzie, i pilnie patrzył.

Nadeszła jakaś baba z wypchaną torbą foliową w ręku, przyjrzała się furtce, podejrzliwie obejrzała się na stojący za nią samochód i też weszła do domu ogrodnika. Drzwi za sobą zamknęła, a mimo to przeraźliwy krzyk dobiegł uszu pana Ryszarda.

Brzmiał zupełnie upiornie, stłumiony nieco, ale, wyraźny, wrzeszczała jedna osoba, tymczasem wiadomo było, że w środku znajdują się, co najmniej dwie, a możliwe, że trzy. Pan Ryszard, daleki od histerycznych wybryków, błyskawicznie zgasił silnik, wrzucił jedynkę, wysiadł i pośpieszył w kierunku źródła-dźwięku. Zdążył się oczywiście zastanowić nad zjawiskiem, ale przez głowę przeleciało mu tyle przypuszczeń, że nie wybrał z nich żadnego.



12 из 298