
Wiza?
– Ponieważ nie będzie pani przebywać w dżungli, szczepienia nie są wymagane. Koszty podróży i zakwaterowania pokryje firma. Proszę skontaktować się ze mną, żebym mogła zarezerwować lot i hotel.
Terri była zszokowana.
Rozwiodła się z Richardem niemal rok temu, a przedtem sześć miesięcy żyli w separacji. Od czasu rozwodu nie utrzymywali ze sobą kontaktów i sądziła, że ten rozdział swojego życia ma definitywnie za sobą.
Sprawa wyglądała tajemniczo, ale skoro jej były mąż powiedział, że nadal są małżeństwem, musiał znajdować się naprawdę w ciężkim stanie. W przeciwnym razie jego firma nie zadałaby sobie tyle trudu, by ją odnaleźć.
Spisała podany numer telefonu i zadzwoniła.
– Martha Shaw, w czym mogę pomóc?
– Halo? Pani Shaw? Tu Terri Jeppson.
– Och, cieszę się, że odebrała pani moją wiadomość.
– Dziękuję za telefon. Czy stan Richarda jest poważny?
– Przykro mi, ale nie znam szczegółów. Jeden z pracowników naszej filii w Ekwadorze zadzwonił do nas i powiadomił nas o wypadku.
Ekwador?
– Nasi ludzie pracują wiele mil od centrum miasta, więc zanim wiadomość trafi do nas, przekazuje ją sobie mnóstwo osób. Gdy tylko dotrze pani do Guayaquil, proszę zadzwonić do naszego biura, tam, na miejscu. Z pewnością będą mieli już jakieś dokładniejsze informacje. Najważniejsze, żeby jak najszybciej dotarła pani do szpitala, w którym znajduje się mąż.
Po rozmowie z panią Shaw, Terri zadzwoniła do szefa i poinformowała go, że musi wyjechać w pilnej sprawie.
Ray Gladstone, prezes izby handlowej, nie robił żadnych problemów. Powiedział, że sam zajmie się wszystkim podczas nieobecności Terri i życzył jej szczęśliwego powrotu.
Należało jeszcze powiadomić o wszystkim matkę. Choć rodzina Terri nie darzyła Richarda sympatią, współczucie dla chorego i osamotnionego człowieka tym razem przeważyło. Matka obiecała, że zaopiekują się z Beth jej mieszkaniem.
