
Richarda wychowywała ciotka i wuj, który był szklarzem. To on nauczył bratanka fachu. Po ich śmierci Richard otworzył warsztat szklarski w Lead i tu poznał Terri. Wkrótce się pobrali.
Jednak z upływem czasu Terri zaczęła odkrywać mroczne strony natury męża. Nieustannie zmieniał miejsce pobytu, przenosząc się ze stanu do stanu w poszukiwaniu lepszej pracy. Zawsze chciał czegoś więcej. Terri podejrzewała, że po drodze były inne kobiety. Richard miał też problem z alkoholem, co starał się przed nią ukryć.
Długie rozstania, częste zmiany miejsca pobytu, dwa poronienia, kiedy Richarda naturalnie nie było przy niej, złożyły się na to, że ich małżeństwo nie przetrwało. Gdzieś po drodze jej miłość ulotniła się, znikła.
Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Richard był daleko i nie miał przy sobie nikogo, kto mógłby go pocieszyć.
Osiemnaście godzin później wyczerpana Terri dotarła do Guayaquil. Była zaskoczona klimatem, który, choć gorący, wcale nie był wilgotny, przez co niemal nie odczuwało się upału.
Zgłosiła się od „Ecuador Inn", gdzie miała zarezerwowany pokój i natychmiast zadzwoniła pod numer, który otrzymała od Marthy Shaw. Po rozmowach z kilkoma osobami udało się jej ustalić, że Richard znajduje się w szpitalu San Lorenzo. Była to jedyna konkretna informacja, jaką zdobyła.
Wzięła prysznic i przebrała się w czyste ubranie. Wymieniła czeki podróżne na lokalną walutę, po czym wsiadła do jednej z hotelowych taksówek.
Bywała już w różnych miejscach na ziemi, ale ruch, jaki tu panował i kompletny brak przepisów, wprawiły ją w zdziwienie. Uznała, że tylko za sprawą cudu dotarli cało do szpitala. Tu po długich poszukiwaniach udało się jej odnaleźć doktora Dominigueza, który zajmował się Richardem.
Starszy mężczyzna zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, jak typowy samiec.
