
– Jutro go wykąpiemy. To również powinno poprawić samopoczucie męża.
Terri nie miała co do tego wątpliwości. Podziękowała doktorowi, który skłonił głowę i zostawił ich samych.
– Jestem pod wrażeniem opieki, jaką cię tu otaczają – powiedziała do Richarda. – Jutro zdejmą ci bandaże. Wyobrażam sobie, że już nie możesz się tego doczekać. Tymczasem spróbuję ci jakoś pomóc. Może masaż rzeczywiście przyniesie ci ulgę.
Odsłoniła lewą nogę Richarda, nałożyła olejek na dłonie, po czym zaczęła wcierać go w obnażoną nogę i w tej samej chwili doznała szoku.
Wielki Boże.
To nie był Richard!
Ta umięśniona, posiniaczona noga nie należała do jej eksmęża!
Terri zaczęła drżeć. Podeszła do drzwi, zapaliła górne światło i zdecydowanym krokiem zbliżyła się do mężczyzny.
Szare, przytłumione od środków przeciwbólowych oczy patrzyły na nią z przerażeniem.
– Biedaku – szepnęła drżącym głosem. – Wszyscy myślą, że jesteś moim byłym mężem. Nic dziwnego, że tak się skonfundowałeś.
Mężczyzna wydał z siebie jęk, który Terri uznała za potwierdzenie. Patrzące na nią oczy wypełniły się łzami.
– Przykro mi, że minęło tyle czasu, zanim odkryłam prawdę. Wczoraj wieczorem doktor Dominiguez powiedział, żeby nie zapalać górnego światła, bo masz odpoczywać. Gdybym mogła spojrzeć ci w oczy, wiedziałabym, że nie jesteś Richardem. Podobno powtarzałeś moje imię, a zatem musiałeś znać Richarda. Domyślam się, że byliście przyjaciółmi albo kolegami. Obaj mieliście wypadek?
Mężczyzna uniósł głowę na tyle, by nią skinąć, ale najwyraźniej kosztowało go to dużo wysiłku. Przynajmniej wiedziała, że rozumie, co do niej mówi.
– Proszę, nie ruszaj się. Zapewne rodzina i przyjaciele umierają z niepokoju o ciebie. Zaraz się tym zajmę. Poinformuję personel szpitala i pojadę do firmy, żeby zawiadomili twoich bliskich. Richard zapewne leży w jakimś innym szpitalu.
Tym razem nieznajomy pokręcił głową. Terri starała się odgadnąć jego myśli.
