
– Tak właściwie to nie moja sprawa – powiedziała Laurie. – Jednak Calvin powtarza, że nie widzi cię w drużynie.
– I w tym się nie myli – odpowiedział Jack. – Rzecz w tym, że rozwinąłem w sobie awersję do mierności. Czuję się zaszczycony współpracą z większością zatrudnionych tutaj osób, szczególnie cenię ciebie. Niemniej jednak jest parę osób, z którymi nie umiem się dogadać, i nie ukrywam tego. To wszystko.
– Przyjmuję to jako komplement.
– Bo to był komplement.
– Powiadom mnie, co znajdziesz u Nodelmana, a być może będę miała dla ciebie jeszcze jedną sprawę.
– Z przyjemnością. – Odwrócił się i poszedł do pokoju przejściowego. Gdy mijał Vinnie, ten błyskawicznym ruchem złożył gazetę.
– Chodź, Vinnie – zawołał Jack. – Czas najwyższy wskoczyć w kolejny dzień.
Vinnie ponarzekał, ale wstał i ruszył za Jackiem. Po drodze próbując złożyć porządnie gazetę, wpadł na Jacka, który niespodziewanie zatrzymał się przed pokojem Janice Jaeger. Janice była jednym z wywiadowców sądowych przydzielanych zwykle patologom lub lekarzom jako asystent. Miała nocną zmianę, od dwudziestej trzeciej do siódmej rano. Jej obecność w biurze zaskoczyła Jacka. Mała kobietka z ciemnymi włosami i ciemnymi oczami wyraźnie robiła wrażenie zmęczonej.
– Co ty tu jeszcze robisz? – zapytał Jack.
– Muszę skończyć ostatni raport.
Jack podniósł dokumenty trzymane w ręku i zapytał:
– Czy ty lub Curt robiliście coś z Nodelmanem?
– Ja – odparła Janice. – A co, masz jakiś problem?
– Nic o czym bym już teraz wiedział – odpowiedział ze zduszonym chichotem. Znał Janice z niezwykłej wprost skrupulatności, co czyniło z niej idealny obiekt do zaczepek. – Czy to według ciebie przyczyną zejścia miałaby być choroba szpitalna?
– A cóż to, u diabła, znaczy "choroba szpitalna"? – zapytał Vinnie.
– To choroba, której nabywa się w szpitalu – wyjaśnił Jack.
