
– Nie lekceważ go tak. Jest naszym szefem.
– Może sobie być nawet papieżem, nie dbam o to. Wiem, że powinienem się z tym uporać, im szybciej, tym lepiej. Jeżeli Bingham albo nawet Calvin włączą się, zajmie to cały ranek.
– W porządku – Laurie ustąpiła. – Może masz rację. Masz mnie jednak informować o każdej anomalii. Będę przy trzecim stole.
Laurie poszła do swoich zajęć. Jack tymczasem wziął od Vinniego skalpel i już zamierzał wykonać nacięcie, gdy spostrzegł, że Vinnie odsunął się nieco od stołu.
– Gdzie się wybierasz? Chcesz na to popatrzeć z Queens? -zapytał pomocnika. – Oczekuję od ciebie pomocy.
– Trochę się boję – przyznał Vinnie.
– No, chłopie. Masz na koncie więcej autopsji niż ja. Dawaj tu tę swoją włoską dupę. Mamy robotę do wykonania.
Jack pracował szybko, ale sprawnie. Ostrożnie wyjmował organy wewnętrzne i bardzo uważał, aby nie zranić siebie czy Vinniego ostrym narzędziem.
– Co masz? – zapytał Chet McGovern, zerkając Jackowi przez ramię.
Chet także był zatrudniony jako lekarz sądowy. Rozpoczął pracę w tym samym miesiącu co Jack. Ze wszystkich kolegów on był najbliżej Jacka, jako że pracowali w jednym pokoju i obaj byli nieżonaci. Tyle tylko, że Chet nigdy nie był żonaty i mając trzydzieści sześć lat, był młodszy od Jacka o pięć lat.
– Coś interesującego – odpowiedział Jack. – Tajemnicza choroba tygodnia. A poza tym byczy facet. Skurczybyk nie miał najmniejszej szansy.
– Wnioski? – zapytał Chet. Jego wyćwiczone oko natychmiast dostrzegło ślady gangreny i rozległe wylewy pod skórą.
– Mnóstwo. Ale pozwól, że pokażę ci, co jest wewnątrz. Z uwagą wysłucham twojej opinii.
– Jest tam coś, co powinnam zobaczyć? – dobiegło ich pytanie Laurie.
– Tak, pozwól tu – poprosił Jack. – Nie ma sensu przechodzić przez to dwa razy.
Laurie poleciła Salowi wypłukać jelita denata, którym się zajmowała, i podeszła do pierwszego stołu.
