Lee, która bardzo wcześnie zakończyła edukację, z całego serca podziwiała swego utalentowanego braciszka. Niestety, językoznawstwo stanowiło jedyną dziedzinę, w jakiej Mark mógł być uznany za godnego podziwu, bo rozsądku ani odpowiedzialności nie miał za grosz. Przez lata niemożliwie rozpieszczany przez matkę, wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że teraz ma mieszkać z wiecznie zajętą siostrą oraz o pięć tylko lat młodszą siostrzenicą, która wyraźnie nie zamierzała składać mu hołdów. Mark był w gruncie rzeczy pogodnym, uczuciowym młody m idealistą, ale chwilami stawał się nieznośny, zwłaszcza gdy szło o pieniądze. Ojciec zostawił mu w spadku trzydzieści tysięcy funtów, którą to sumą miała dysponować Lee aż do momentu ukończenia przez Marka dwudziestu jeden lat. Pieniądze te zostały wpłacone na konto, a od kilku lat siostra wypłacała młodszemu bratu niewielką comiesięczną pensję. Gd czasu do czasu nawet dawała mu nieco większe sumy, ale to, na co je wydawał, było niezmiennie powodem utarczek, ponieważ obydwoje mieli odmienne opinie na temat tego, co jest rozsądnym zakupem, a co nie.

– Co ten rupieć robi przed domem? – spytał Mark, gdy już skończyli serdeczne powitanie.

– To nie rupieć, tylko samochód, który pożyczyłam na czas naprawy mojego auta – wyjaśniła Lee: Jakiś wariat jechał prawą stroną jezdni i stuknął we mnie, a potem jeszcze bezczelnie upierał się, że to moja wina.

– Jak to? Przecież to on jechał nieprawidłowo! – oburzyła się Sonya.

– Żaden mężczyzna nie uważa się za winnego, gdy siedzi za kierownicą swego samochodu – westchnęła Lee. – Ale tamten był naprawdę nie do zniesienia, prawdziwy męski szowinista… – A kiedy odbierasz swój samochód z warsztatu? – zainteresował się Mark.

– Najwcześniej za dwa tygodnie. Czekają na jakąś importowaną część. Niestety, to wypożyczone auto jest zarejestrowane tylko na mnie.



8 из 119