– Nie sądzisz w takim razie, że to najwyższa pora, bym miał swój własny samochód? – spytał, powracając tym samym do dyskusji, którą toczyli niemal non stop od wielu tygodni.

– Nie, mój drogi, nie sądzę. Masz przecież stąd bezpośredni autobus na uczelnię.

– No tak… Ale pewien model, który niedawno widziałem…

– Jak cię znam, ten model kosztuje zapewne fortunę.

– Przecież mam swoje pieniądze, prawda?

– Owszem, masz, a ja zamierzam dopilnować, byś miał je jeszcze w dniu dwudziestych pierwszych urodzin – odparowała Lee.

Mark mruknął tylko coś pod nosem i poszedł do swego pokoju, by rozpakować plecak.

Sonya, szczupła i niesłychanie bystra trzynastolatka o nieco ciętym języku, ale dobrym sercu, przygotowywała właśnie herbatę.

– A ten ciągle o tych pieniądzach – skomentowała. – Można by pomyśleć, że jest jakimś oszukanym dziedzicem z dziewiętnastowiecznej powieści. Naprawdę, w domu było dużo przyjemniej, zanim on z nami zamieszkał.

– Ależ, kochanie, przecież wiesz, że nie mogłam go nie wziąć do nas. On jest jak małe dziecko, sam nie dałby sobie rady.

– Akurat – żachnęła się Sonya. – Przecież on tylko tak udaje, żebyśmy cały czas wokół niego skakały na paluszkach.

– Widzę, że przejrzałaś go na wylot – roześmiała się Lee. – Ale bądźmy sprawiedliwe, naprawdę się poprawił, odkąd zamieszkał u nas. Zobaczysz, któregoś pięknego dnia jego żona przyjdzie ci podziękować.

– Mógłby się już ożenić i wyprowadzić, tak jak się ciągle odgraża.

– Naprawdę tak mówi? Nie słyszałam.

– Twierdzi, że jeśli się ożeni, to będziesz musiała dać mu jego pieniądze – poinformowała Sonya.

– Jasne, będzie wreszcie mógł sobie kupić kilka ekstrawaganckich samochodów – mruknęła z przekąsem Lee.

– A może byś mu tak pozwoliła kupić sobie auto, mamo? Może wtedy ucieknie, tak jak ty kiedyś, i będziemy w końcu miały święty spokój.

Lee pochyliła się nad filiżanką herbaty, by w ten sposób uniknąć odpowiedzi na propozycję córki.



9 из 119