
Głęboko znienawidziła życie, które się w niej rozwijało, życie będące wynikiem przypadkowego związku z przystojnym duńskim dworzaninem króla Fryderyka, na dodatek żonatym, o czym dowiedziała się później. Jeden jedyny wieczór zapomnienia – i za karę całe to straszne poniżenie. A on dalej hulał bezkarnie!
Próbowała wszystkiego, by pozbyć się tej istoty, która nieproszona wdarła się w jej życie. Łykała silne mikstury, skakała z wysokich mebli, brała gorące kąpiele, a nawet poszła na cmentarz w pewną letnią, czwartkową noc i czyniła tam rzeczy tak okropne, że zaraz potem wymazała je ze swej pamięci. Nic jednak nie pomogło. Mała istota w jej ciele uczepiła się życia z diabelską zaciekłością.
Najgorsze były ostatnie trzy miesiące. Teraz, choć bała się nadal, o dziwo, nie czuła już takiej nienawiści do tego nowego, nie chcianego życia. Pojawiło się natomiast w jej sercu coś innego: ciepło, przejmujący żal i jakby uczucie tęsknoty… Nie, nie wolno tak się rozczulać. Musi iść szybko i unikać nielicznych przechodniów. Och, jak bardzo zimno. Biedne małe… Nie, nie!
W jednej z bocznych ulic spostrzegła młodą dziewczynę, prawie dziecko jeszcze. Szybko skryła się w bramie. Dziewczyna przeszła obok, nie zauważywszy jej. Wydawała się taka samotna! Serce Charlotty wypełniło gorące współczucie. Wyprostowała się. Takich uczuć powinna teraz unikać za wszelką cenę. Nie może być słaba! Musi się pospieszyć, by wrócić przed dziewiątą, zanim zamkną bramę. Nie bała się strażnika. Gdyby zapytał – miała gotową odpowiedź. A płaszcz, który zarzuciła na siebie należał do jednej ze służących. Nikt by nie rozpoznał panny z zacnego domu.
