Ci, którzy stanowili prawa w Galaktyce, nie byli głupi. Galaktyków praktycznie nie kontrolowano, jako że z ich strony istniało niewielkie prawdopodobieństwo buntu. Za to w koloniach aż roiło się od Strażników w mundurach i po cywilnemu. Kolonie były źródłem kłopotów i potencjalnymi ogniskami buntu w całej Galaktyce, o czym Straż wiedziała, stosując konieczne w jej mniemaniu środki ostrożności. Dermod był jednak pewien, że tym razem nawet Strażnicy nie poradzą sobie z rozwojem wypadków.

Wyprostował się energicznie i zrzucił z siebie resztki przygnębienia: czekała go praca. Wszedł do innego baru i szybko zlustrował go wzrokiem. Dwóch podoficerów siedziało przy stole dyskutując półgłosem ze zmartwionymi minami. Dermod przysiadł się do nich. Spytał:

— Mogę wam postawić, koledzy?

Takim i innym sposobem w ciągu następnych trzech tygodni Dermod poznał sporą liczbę swoich żołnierzy. Nie był zachwycony. Ale ponieważ uważał się za niezłego psychologa, wierzył, że jego rozmowy z nimi przyniosły pewne korzyści. Zanim zdarzył się wypadek, który pozwolił mu zerwać ostatecznie z poprzednim życiem, studiował na Uniwersytecie Galaktycznym historię i psychologię — zupełnie jakby jako młody, niespokojny chłopak z tamtych dni posiadł dar jasnowidzenia, nie mógł bowiem wybrać przedmiotów dających lepsze przygotowanie do przyszłego zadania.

I raptem, wraz z zaokrętowaniem Ziemskiego Korpusu Ekspedycyjnego to zadanie przestało należeć do przyszłości, a stało się teraźniejszością.


Wznosząc się w górę na widmowo-niebieskich słupach napędu odrzutowego dwadzieścia siedem rakiet transportowych Straży wraz z żołnierzami i ich wyposażeniem opuściło Ziemię. W dziesięć dni później podczas których Dermod prośbą i groźbą nakłaniał poległych mu oficerów do przyjęcia jego nowej, śmiałej koncepcji prowadzenia wojny wylądowali na Planecie Wojennej nr 3, która została wybrana jako najbardziej odpowiednia do prowadzenia wojen pomiędzy ciepłokrwistymi i oddychającymi tlenem mieszkańcami Galaktyki.



13 из 59