– Dobrze – powiedziałam złym głosem. – Przyjdę. Ma być zaraz?

– Jak najszybciej.

Nie miałam daleko, znalazłam się pod jego domem po dziesięciu minutach. Mieszkał, żeby to mór wydusił, na czwartym piętrze, a koszmarne budynki przy Racławickiej pozbawione były wind. Od lat marzyłam o spotkaniu zboczeńca, który zadecydował kiedyś, że pięciopiętrowe budowle wind nie potrzebują, bo zasiedlą je widocznie taternicy i alpiniści. Kretyńska decyzja miała się znów odbić na mnie, tego zwyrodnialca z radością udusiłabym gołymi rękami.

Dłużej szłam po schodach, niż jechałam. Już od drugiego piętra moja torebka zaczęła zmieniać wagę, na trzecim przeistoczyła się w ciężar nie do udźwignięcia, co, u Boga ojca,. miałam w niej takiego…? W dodatku zauważyłam, że pasek się przerywa, trzymała go jedna nitka, nawet nie mogłam założyć draństwa na ramię. Dotarłam do jego drzwi prawie uduszona na śmierć i niezdolna do żadnych urągliwych gestów w stosunku do baby z przeciwka. Rzecz jasna, oko na szypułce przełaziło jej przez wizjer.

– O co chodzi? -spytałam od razu, wrogo i nieżyczliwie.

– Mam kłopoty z kręgosłupem – odparł na to uprzejmie. Nie skomentowałam informacji i nie pytałam, skąd mu się to wzięło, za to odgadłam, w jakim celu mnie wezwał. Musiało mu być potrzebne coś na zewnątrz, a widocznie nie mógł wyjść. Pewnie, te schody, świetna kuracja na kręgosłup… Milczałam, czekając, aż sam mi wszystko powie.

– Bez względu na inne twoje cechy, wiem, że można mieć do ciebie zaufanie – oznajmił. – Jak wiesz, sprawdzałem to wielokrotnie. Muszę cię prosić, żebyś wzięła ode mnie paczkę, zaniosła ją na dworzec Centralny i schowała w przechowalni bagażu. Tam są boksy bagażowe. I dostarczyła mi kluczyk, nie wcześniej niż za dwie godziny. To wszystko. Wybacz, że cię obciążam, ale sama twierdzisz, że cierpimy za swoje zalety. Ty, w tym wypadku, za lojalność.



17 из 223