
Nabrałam obaw, że zwariował. Albo może pomylił numery telefonów i nie zdaje sobie sprawy, do kogo dzwoni.
– Po co? – spytałam wrogo.
– Żeby mi pomóc.
Przez siedem spędzonych razem lat prosił mnie o pomoc wielokrotnie i zawsze było to coś, od czego ciemniało w oczach. Sprężynę w tapczanie trzonkiem młotka należało, na przykład, podważać i bałam się tego panicznie, bo wyskakujące żelastwo mogło złamać nogę słoniowi, a nie tylko jednostce ludzkiej. Względnie miałam być w pogotowiu, co oznaczało cztery godziny trwania w niesłabnącym napięciu, bez jakichkolwiek działań, czynów i słów. Cholery można było dostać od czegoś takiego! Możliwe, że zbuntowałam się, zaczęłam odmawiać i spowodowałam katastrofę związku. Zerwanie na zawsze.
– Czy ty się orientujesz, z kim rozmawiasz? – spytałam podejrzliwie.
– Orientuję się doskonale. Przecież dzwonię do ciebie. Potrzebna mi pomoc i do nikogo innego nie mogę się z tym zwrócić. Miałaś kiedyś pretensję, że nie dostrzegam twoich zalet. Otóż dostrzegałem je i dostrzegam nadal, ponadto doceniam. Posiadasz cechę, która w aktualnej sytuacji jest niezbędna. Nie chodzi tu o mnie, tylko o znacznie poważniejsze sprawy.
Ugryzłam się w język, żeby nie wyrazić zdziwienia. Istnieją na świecie sprawy poważniejsze niż on…?
– Nie chcę – powiedziałam stanowczo.
– Przewidziałem to, że możesz nie chcieć. Niemniej cię proszę. Ma to związek z rzeczami, a także z osobami, które, o ile wiem, bardzo cię interesują. Podsuwam ci okazję zyskania jakiejś wiedzy.
– Łapówka, znaczy?
– Nie. Na łapówkę nie pójdziesz. Ale zagrożony jest ktoś z twoich przyjaciół. Jestem blisko sukcesu, ale zostałem unieruchomiony i sama pociągniesz sprawę dalej. To jest pomoc także dla ciebie.
Podzieliłam się na dwie części, nie wiadomo, czy równe. Jedna buntowała się, wściekła, zacięta i pełna nienawiści. Druga rozważała rzecz na spokojnie, ale już zaczynała się w niej lęgnąć emocja, chciwa tej wiedzy i tego dalszego ciągu. Do obu przyplątało się przeczucie odpowiedzialności za własny charakter. Jeśli przez całe życie starałam się nie zawieść żadnej pokładanej we mnie wiary, nie zacznę teraz zmieniać się na gorsze tylko dlatego, że on okazał się zwyczajną świnią, brutalną, nieczułą i bezlitosną…
