Nieco powyżej głowy bogini jadziołek poruszył się lekko i załopotał skrzydłami. Był drobny, niewiele większy od gołębia. We wnętrznościach czuł znajome, palące uczucie głodu i nie był w przyjaznym nastroju. Ciemnooliwkowe, zakończone haczykami pióra uniosły się i nastroszyły. Na końcu każdego połyskiwały drobne krople. Jak zawsze, gdy ruszał na polowanie.

W dole drobna, jasna postać podała coś jego rzeczy. Szpony jadziołka zazgrzytały o skałę, zakrzywiony dziób klekotał z rozdrażnienia. Nie powinna tego brać, myślał, wie, że nie powinna. Dogadzał jej, piastował i hołubił, ale pozostała, jak była, niewdzięczna i nieostrożna. I uparta. Zawsze była uparta, od tamtej chwili, gdy pochwycił ją na spalonych słońcem skałach.

Ale potrafiła śnić i była tylko jego. A jej sny były pełne ognia.

– Jesteś do niej bardzo podobna – rzekła Szarka. – Tak łatwo wziąć cię za Delajati.

– Jestem jej bękarcią siostrą – wyjaśniła bogini – ale słabszą i bardziej trwożliwą. Nie chcę wszczynać wojny. Będę cicho i nie wyściubię nosa poza Tragankę, choćbyście pospołu obróciły resztę Krain Wewnętrznego Morza w perzynę. Pozostali jednak będą ściągać do ciebie jak muchy do lepu – dokończyła znacząco.

Szarka odwróciła się tylko i ruszyła w dół pomiędzy ciemnych zwałami kamieni. Jadziołek też się poderwał i zataczał w ciemności szybkie koła.

– I tyle? – zaśmiała się drwiąco bogini. – Nie będziemy rozprawiać o zgubie świata? O czasie szeflinów i siekier, o krwi na darmo przelanej i ogniu za plecami?

Potem Zaraźnica stanęła w smudze księżycowego światła, uniosła do góry wąskie, ostre dłonie i rozpoczęła inwokację:

Witaj, jasna gwiazdo zmierzchu, zaklinam cię przez potężne imiona, poprzez dwunastu, którzy umarli od stali, poprzez dwunastu, których powieszono, poprzez dwunastu, których poćwiartowano, poprzez chleb i sól, poprzez dwanaście gwiazd, które są jedno, zaklinani cię, jasna gwiazdo zmierzchu…



20 из 294